Login:
Hasło:
  zapamiętaj

Teraz jest 2012-05-23 18:00

Strona główna forum Twórczość Twierdza Fantasy Monologi

To jeszcze fragmencik własnej książki - Żołnierskie żale

Dział przeznaczony do umieszczania opowiadań samodzielnych, tworzonych i prowadzonych w całości przez jedną osobę.

Moderator: Mecenasi sztuki

To jeszcze fragmencik własnej książki - Żołnierskie żale

Postprzez Orgrim Ogniojad 2008-10-20 21:37

Może tym razem z innej mańki - zostawmy krasnoludów i magów na boku, a powiedzmy coś o zwykłym młodzieńcu w imperialnym legionie :) wbrew pozorom, to nie o TYM Imperium tu mowa :)
MIŁEJ LEKTURKI!


* * *

Zimne granatowe niebo nad Szarym Grzbietem szczelnie zasnute było chmurami. Kolejną noc ani księżyc, ani nawet jedna gwiazda nie towarzyszyła im w podróży. Kolejną noc ich nieodłącznym kompanem był przenikliwy chłód i uparcie padający śnieg. Odkąd tylko wyruszyli z Emenrath nie przestawało sypać ani na chwilę, toteż szybko rosnące zaspy skutecznie opóźniały i utrudniały przemarsz imperialnego legionu, o kolejne dni odsuwając moment powrotu do Dolmaru.
Ślepo wpatrzony w ogień ogniska Elored był całkowicie pewien, że przyroda złośliwie sprzysięgła się przeciw niemu. Poddawała go okrutnej próbie, najbardziej jak to tylko możliwe utrudniając mu powrót do Keire. Do jego pięknej, szmaragdowookiej dziewczyny, która teraz pewnie spała sama, stęskniona w swojej komnacie, albo - nie mogąc spać - również marzyła o swoim ukochanym…
-Hej! Elored! – czyjś nachalny głos wrednie wyrwał go z rozmyślań, które właśnie zaczynały kierować się w miłą stronę. - Co z tobą? Chyba nie śpisz na warcie?
Leniwie i z wyraźną niechęcią oderwał wzrok od migotliwego żaru ogniska i spróbował skupić go na niewyraźnej sylwetce żołnierza, powoli zmierzającego w jego kierunku. W ciemnościach widział tylko czarniejszy kształt na tle innych ognisk straży, rozsianych po całej ośnieżonej równinie. Ospałym ruchem strzepnął z czapki ciążącą hałdę śniegu i odwinął z twarzy gruby wełniany szal, gęsto porośnięty kryształkami lodu.
-…Nie śpię, do cholery – odburknął zachrypniętym głosem, w którym było tyle złości, że sam się zdziwił, gdy go usłyszał. – Sam spróbuj spać, jak ci dupa do ziemi przymarza, a ognisko w ogóle ciepła nie daje.
-Nie omieszkam skorzystać – zaśmiał się Vigon, szczelniej zaciskając obszyty futrem płaszcz. – Przyszedłem cię zmienić. Teraz moja kolej, możesz iść się przespać.
-Chybaś oszalał. To ognisko może i nie grzeje, ale ja się nie zamierzam stąd ruszać – uśmiechnął się ponuro i drżącą ręką wytarł cieknący nos. – Poza tym wcale nie chce mi się spać…
-Znowu myślisz o tej swojej dziewuszce, co to nikomu nie chcesz nic o niej zdradzić? Ech, jesteś beznadziejny – żołnierz uśmiechnął się przyjaźnie i usiadł obok Eloreda. Wygrzebał zza pazuchy mały bukłaczek i podał towarzyszowi. – Masz, napij się... Przecież to już niedługo. Na moje powinieneś się cieszyć. Nie zdążyłeś powojować na tej wojence, to i cię nie poharatali. Jesteś cały i zdrów, wracasz właśnie do swojej baby i, jak sobie niczego nie odmrozisz, czeka cię tam piękna pochędóżka! Ot, całe twoje wielkie nieszczęście. Wybacz, ale nie znajduję tu przyczyn takiego rozżalenia.
Elored podniósł do ust bukłaczek i pociągnął długi łyk. Jako że spodziewał się poczuć w nim raczej smak wina, nieomal się zadławił, kiedy gardło wypełniła mu paląca gorzałka. Jeszcze kilka tygodni wcześniej po takiej pomyłce chyba nie przestałby się krztusić i kaszleć, ale teraz, po służbie w Emenrath, był wyjątkowo dobrze zaprawiony.
Po „służbie”… Właśnie to było coś, co wyjątkowo go frustrowało, a czego Vigon nie był w stanie pojąć. W Emenrath podupadła jego wiara we wspaniałość imperialnych legionów, którą tak szalenie cenił, gdy był dzieckiem. Z taką dumą i podziwem patrzył na brata, który w żołnierskim mundurze wracał do domu. Na jego miecz i sporą bliznę zdobytą w walce… Zawsze pragnął być taki, jak on. Teraz już tak tego nie widział. Jego ideał się potknął i zachwiał.
Cały pobyt w tej ponurej twierdzy był cholerną stratą czasu, a dłużąca się w nieskończoność droga powrotna tylko potęgowała frustrację. Nie miał już takiej ochoty być żołnierzem. Teraz pragnął być z powrotem ze swoją ukochaną, ale, gdyby nie należał do legionu, nie miałby żadnego statusu społecznego, a wówczas nie miałby nawet po co marzyć o Keire. Ba! Samo myślenie o niej przynosiłoby jej hańbę…
-Hej! Jesteś tu jeszcze? – głos Vigona znowu zatrzymał jego błądzące myśli. Skłamał mówiąc, że nie chce mu się spać. Teraz to sobie uświadomił. - …No i gadam do ściany. Widzę, że śpisz na siedząco. Idźże się prześpij, Eloredzie, bo jak jutro w śnieg wpadniesz, to cię chyba do wiosny nie znajdą.
Elored spojrzał na niego półprzytomnym wzrokiem, jakby rzeczywiście właśnie został wyrwany ze snu. Wystające spod wełnianej czapki ciemne, mokre od śniegu włosy oblepiały mu twarz, nadając dosyć posępnego wyglądu. W końcu po dłuższej chwili milczenia oderwał wzrok od nieco już przygasłego ogniska i zwrócił się do kompana.
-Czy kiedykolwiek myślałeś o ożenku, Vigonie?
Pytanie wyraźnie zaskoczyło żołnierza, co dało się poznać po długotrwałym zamyśleniu, przerywanym tylko miarowym unoszeniem bukłaczka z gorzałką do ust.
-Cóż… - zaczął po kilku powolnych łykach, z wyraźnie zafrasowanym wyrazem twarzy. – Widzę, że ty tak na poważnie… Ale przyznam ci się, że nie. Nie spotkałem jeszcze takiej, z którą chciałbym się pod czepek pchać. A poza tym, młody jestem. Ojciec mój dwadzieścia osiem wiosen miał już na karku, jak mnie z matką spłodził. Gdyby nie to, pewnie dalej byłby z niego kawaler, he he. Bo gdzie tu się spieszyć? Każda pora dobra…
Elored zdegustowany brakiem zrozumienia, sięgnął skostniałymi palcami po tyczkę do grzebania w ogniu. Płomienie snopem iskier strzeliły w górę, nakarmione nowym kawałkiem sosnowego drewna.
-Jak to za młody? Jesteś prawie w wieku mojego brata. On już z dawna ma narzeczoną.
-A gdzież mi spieszno? Taż ożenek, to zaraz dzieciaki, płacz w domu, urwanie głowy… Mnie tam nie ciągnie. Cztery siostry mam i trzech braci. Wiem jak to jest, jak cała hałastra pod dachem harcuje. Ale widzę, że ciebie nielicho wzięło. Co to za dziewoja? Opowiadajże!
-Daj spokój. Nie twoja sprawa – naburmuszył się Elored i na powrót owinął usta szalem na znak zakończenia tematu.
-Nie bądź dzieciak. Wpierw mnie o ożenek wypytujesz, a potem ani słowa o niej nie piśniesz, jakbym zaraz ci ją kraść miał…
-Idę spać. Zimno się zrobiło…
-Kładź tu dupsko z powrotem na ziemi i gadaj mi zaraz! Pewnie księżniczka jakaś, albo jeszcze inne licho, skoroś taki nieskory do gadania…
Elored spojrzał na lekko rozbawionego kompana wzrokiem gotującego się do ataku wilka, ale nie miał ochoty nic odpowiadać. Zawahał się przez chwilę, czy nie pójść jednak do namiotu, ale coś kazało mu posłuchać rozkazu kolegi.
-Oj, widzę więc, że trafiłem – odezwał się Vigon z kiepsko skrywaną satysfakcją. – Mam rację? A zatem mów: co to za jedna?
-…Sannira – padła cicha odpowiedź. – Keire, z Sannira.
Oczy żołnierza przybrały rozmiar miedzianych guzików jego płaszcza. Zagwizdał z podziwem i zamyślił się na chwilę.
-O niech cię licho, to ta młodziutka? I mówisz, że ty z nią ten…? No, no. I żenić byś się chciał? – pokręcił głową powątpiewająco. – Ech, marnie to widzę. Nie obraź się, ale szanse mizerne, jak chcesz moje zdanie znać…
-A nie chcę! Co mi po takim zdaniu? – odburknął Elored wyraźnie rozdrażnionym głosem. – Nie podniosłeś mnie tym na duchu. Wiem, że nie będzie to łatwe, ale zobaczysz, że mi się uda.
-Ależ ja wcale temu nie przeczę! Życzę ci jak najlepiej. Wnioskuję, że już o tym rozmawialiście. Zgodziła się? Też tego chce, jak ty? Jeśli tak, to to może znacząco ułatwić sprawę…
Elored zawahał się, nim odpowiedział. Ściągnął z głowy grubą czapkę i przeczesał palcami pozlepiane włosy, po czym naciągnął ją z powrotem, nieomal zasłaniając oczy, oraz skrzyżował ręce na piersi.
-Nie, nie rozmawialiśmy – odburknął niewyraźnie w szalik. – Ale ja wiem, że się zgodzi. Łączy nas coś niezwykłego…
-Tak… - zamyślił się żołnierz z wyraźnie powątpiewającym wyrazem twarzy. – Już parę razy słyszałem podobne słowa. Nijak jednak nie przekładały się one na faktyczne zaszłości. Nie mówię wcale, że z wami też tak musi być – zaprotestował, widząc pełną wyrzutu minę towarzysza – ale jeśliś nawet z nią o tym nie gadał, to wiedzieć nie możesz.
-Może i nie wiem, ale za to czuję.
-Oj, Eloredzie, nie bądź głupcem. Czuć to możesz co najwyżej własne onuce, albo odmrożony tyłek. Uwierz mi, kobiet nigdy nie można zrozumieć, a tym bardziej być pewnym, co myślą...

* * *
"...Miało się ku zachodowi, gdy zachwiał się i runął bezwładnie. Zębami gryzł ziemię, nozdrzami miotał płonący oddech. Szarpnął się raz, drugi, trzeci. Dreszcz głęboki przebiegł go, piękna głowa głucho runęła w miękką ziemię. Ustał płomienisty oddech..."

KLAN TWIERDZA PANDEMONIUM
Avatar użytkownika
Orgrim Ogniojad
Członek IS
 
Posty: 341
Dołączył(a): 2008-10-20 10:49
Lokalizacja: :Dna Piekieł:

Re: To jeszcze fragmencik własnej książki - Żołnierskie żale

Postprzez Klonus Wysoki 2008-10-29 21:07

Wstyd się przyznać, ale jest to pierwsze opowiadanie Twojego autorstwa, jakie czytam (nic więc złego się nie stanie, jak wstawisz tu pozostałe).
Trzeba przyznać, że widać, że chcesz to zrobić porządnie. Jeśli chodzi o braki opisu, fajnie byłoby czasem przerwać ich rozmowę z szerszym opisem otoczenia, w stylu "spojrzał na cień góry wznoszącej się nieopodal ich obozowiska" czy coś. Oczywiście nie jest to konieczne, ale w pewnym momencie traci się połączenie z otoczeniem. Może nie tyle z ogniskiem (co jest sporym plusem), ale z obozem, czy ogólnie górami, w jakich się znajdowali. Przydałby się też zdawkowy opis miejsca obozowania. Coś takiego "W ciemności majaczyły kikuty drzew", dzięki czemu będzie wiadomo, czy wokół jakiś las był, czy to polana, a może połonina... Jest noc i zmarzniętego żołnierza to g... obchodzi, gdzie się znajduje, ale jedno zdanie powinno czytelnikowi wystarczyć.
Co do usterek, szukałem ich i poza spornym sformuowaniem "Jego ideał się potknął i zachwiał." (on w zasadzie już runął), znalazłem jedynie "mokre od śniegu włosy oblepiały mu twarz, nadając dosyć posępnego wyglądu" (chyba powinno być "nadając posępny wygląd").
I na koniec pytanie osobiste - ten fragment chyba nie opisuje Twoich osobistych rozterek? Nieważne - nic mi do tego.
Fragment czyta się naprawdę jak część profesjonalnie napisanej książki. Może nie ma w nim jakiegoś oszałamiającego ruchu, ale czego się spodziewać po zmarzniętych żołnierzach... Mi tam się podoba.
Nie jestem wrogiem.
Nie jestem przyjacielem.
Jestem obserwatorem.
Avatar użytkownika
Klonus Wysoki
Mecenas sztuki
 
Posty: 228
Dołączył(a): 2008-10-18 21:34
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: To jeszcze fragmencik własnej książki - Żołnierskie żale

Postprzez Orgrim Ogniojad 2008-10-30 09:16

Dzięki Klonusie - wszelkie oceny i uwagi są dla mnie bardzo cenne, a jeszcze jeśli są pochlebne, to jestem "wniebowziętym Ogniojadem" :]

Jeśli chodzi o wplatanie dodatkowych opisów w dialog, to celowo chciałem tego uniknąć. Jest to zabieg typowy dla pisarzy z prawdziwego zdarzenia (vide Sapkowski, Dębski itd.) służący skoncentrowaniu się na rozmowie i nie przedłużaniu jej w zbędny sposób. Poza tym - wyszedłem z założenia, że kiedy jest ciemno jak w d... i tylko gdzieś tam w okolicy majaczy kilka ognisk, to siedząc przy tym swoim i gapiąc się w ogień nie widzisz nic wokół i nie masz potrzeby się interesować.

Co do usterek, szukałem ich i poza spornym sformuowaniem "Jego ideał się potknął i zachwiał." (on w zasadzie już runął)
owszem, ale chyba sam wiesz, że ze swoich marzeń i ideałów jest bardzo trudno całkowicie zrezygnować i uznać ich bezsens ;) to takie łagodniejsze określenie tego, co można wyczytać między wersami...

A z tym posępnym wyglądem - przyznaję rację :) chociaż brzmi jakoś gorzej :P

Klonus Wysoki napisał(a):Fragment czyta się naprawdę jak część profesjonalnie napisanej książki. Może nie ma w nim jakiegoś oszałamiającego ruchu, ale czego się spodziewać po zmarzniętych żołnierzach... Mi tam się podoba.

no tu mi dosłodziłeś :D cieszę się, bo jest to faktycznie coś, co piszę sobie pomalutku juz prawie 6 lat i... chcę kiedys wydać ;)

Pozdrawiam
OO. Płomyczek
"...Miało się ku zachodowi, gdy zachwiał się i runął bezwładnie. Zębami gryzł ziemię, nozdrzami miotał płonący oddech. Szarpnął się raz, drugi, trzeci. Dreszcz głęboki przebiegł go, piękna głowa głucho runęła w miękką ziemię. Ustał płomienisty oddech..."

KLAN TWIERDZA PANDEMONIUM
Avatar użytkownika
Orgrim Ogniojad
Członek IS
 
Posty: 341
Dołączył(a): 2008-10-20 10:49
Lokalizacja: :Dna Piekieł:


Powrót do Monologi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości

cron

Strona główna forumEkipaUsuń wszystkie ciasteczka • Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 [czas letni (DST)]

SEO MOD © 2007 StarTrekGuide