Piekło Imperium
Mam nadzieję, iż dobrze wybrałem miejsce dla tego tekstu ; ) Bardzo proszę o wyrozumiałość względem niedociągnięć technicznych i zapraszam do ocen 
"Piekło Imperium"
Pewnego razu,
W stanie trzeźwości wątpliwym
Schodząc z karczemnych schodów
Łeb o kant belki rozbiłem.
Dobrze się całkiem czułem,
(choć jucha buchała strasznie)
Lecz padł na mnie majak
I prawie zmoczyłem swe gacie,
Gdyż do piekieł czarnych odmętów,
Zerknąć mi dane było,
Gdzie to przez dni całe,
Ender swym biczem ognistym
Smaga Vackell małe.
"Hej, rzemieślniki" zakrzyknie
"Co ceny ustalacie,
a kujcie teraz swe miecze
i tak ich nie sprzedacie!"
"Hej, a wy wojowniki?
Pfu! Psia wasza mać!
Chcecie dni dawnej chwały?
Ha! To nie tak się tu gra"
"He?" Zdziwiony patrzy na magów
"Wam to się żyje swobodnie...
zaraz wybuchy czarów
przysmażą wam buty i spodnie!"
Teraz wzrok swój ku druidowej zwraca braci
"A wam druidy czegoś jeszcze trzeba?
Ależ oczywiście! Farmy zrazu ograniczę
I reagentów zwiększona będzie potrzeba!"
"O, złodziejskie nasienie!
Co opróżniasz ludziom kieszenie,
nie od umiejętności fach twój zależy,
lecz od humoru bożków kradzieży!"
"Ha! Patrzcież na siebie kapłany!
W białych szatach, święte pany.
Z waszych modłów jedyny przydatek
przy hartowaniu z metalu szmatek"
Na bardów, też przyszła kolej
Więc rzucił do nich z wysoka:
"Na taką mierną zgraję,
nie warto męczyć boskiego oka"
"A wy paladyny, święte wojowniki.
Czemuż to narzekacie?
Ze wszystkich przecie statystyk
charyzmy dodawać... nie macie"
"O i barbarzyńcy się ostali!
Lud pełen dumy i chwały.
Niech zgniją wasze butne dusze
Pod magicznych wspaniałym butem"
Dalej wizja się zerwała,
Ktoś mnie w łeb przed karczmą sieknął,
(wielka mu za to chwała).
Zbudziłem się z koszmaru czarnego.
I zrazu do Vackell prawdziwego,
Krokiem szybkim ruszyłem.
Tu Ender nie łaja, brata swego gracza,
Tu raj jest co mlekiem i miodem płynie.

"Piekło Imperium"
Pewnego razu,
W stanie trzeźwości wątpliwym
Schodząc z karczemnych schodów
Łeb o kant belki rozbiłem.
Dobrze się całkiem czułem,
(choć jucha buchała strasznie)
Lecz padł na mnie majak
I prawie zmoczyłem swe gacie,
Gdyż do piekieł czarnych odmętów,
Zerknąć mi dane było,
Gdzie to przez dni całe,
Ender swym biczem ognistym
Smaga Vackell małe.
"Hej, rzemieślniki" zakrzyknie
"Co ceny ustalacie,
a kujcie teraz swe miecze
i tak ich nie sprzedacie!"
"Hej, a wy wojowniki?
Pfu! Psia wasza mać!
Chcecie dni dawnej chwały?
Ha! To nie tak się tu gra"
"He?" Zdziwiony patrzy na magów
"Wam to się żyje swobodnie...
zaraz wybuchy czarów
przysmażą wam buty i spodnie!"
Teraz wzrok swój ku druidowej zwraca braci
"A wam druidy czegoś jeszcze trzeba?
Ależ oczywiście! Farmy zrazu ograniczę
I reagentów zwiększona będzie potrzeba!"
"O, złodziejskie nasienie!
Co opróżniasz ludziom kieszenie,
nie od umiejętności fach twój zależy,
lecz od humoru bożków kradzieży!"
"Ha! Patrzcież na siebie kapłany!
W białych szatach, święte pany.
Z waszych modłów jedyny przydatek
przy hartowaniu z metalu szmatek"
Na bardów, też przyszła kolej
Więc rzucił do nich z wysoka:
"Na taką mierną zgraję,
nie warto męczyć boskiego oka"
"A wy paladyny, święte wojowniki.
Czemuż to narzekacie?
Ze wszystkich przecie statystyk
charyzmy dodawać... nie macie"
"O i barbarzyńcy się ostali!
Lud pełen dumy i chwały.
Niech zgniją wasze butne dusze
Pod magicznych wspaniałym butem"
Dalej wizja się zerwała,
Ktoś mnie w łeb przed karczmą sieknął,
(wielka mu za to chwała).
Zbudziłem się z koszmaru czarnego.
I zrazu do Vackell prawdziwego,
Krokiem szybkim ruszyłem.
Tu Ender nie łaja, brata swego gracza,
Tu raj jest co mlekiem i miodem płynie.

