Login:
Hasło:
  zapamiętaj

Teraz jest 2012-02-09 08:00

Strona główna forum Twórczość Twierdza Fantasy Grupowe

Ojos De Agua

Masz ochotę wziąć udział w czyimś opowiadaniu dopisując do niego coś od serca? Nie krępuj się, ten dział służy właśnie do tego!

Moderator: Mecenasi sztuki

Ojos De Agua

Postprzez Aislinn 2010-07-26 08:52

Każdy powód jest dobry aby świętować. Wiedzą o tym dobrze mieszkańcy nadmorskich miast oraz portów. To właśnie nadbrzeże przyciąga całe Imperium, pozwala się zabawić, ustawić do końca życia lub stoczyć w rynsztoku ubóstwa. Stąd wywodzą się najrozmaitsze święta i obchody. Święto Obfitości, Święto Morza, Dzień Rybaka, Wielki Przypływ, Średni Przypływ i wiele innych których nazwy nie są ważne. Ważne iż tego dnia rum leje się strumieniami, tawerny zarabiają krocie a portowe łachudry mają okazję do sprawdzenia swych umiejętności. Jednym z najliczniej odwiedzanych portów był port w Umris. Kto nie był w Umris ten nie zaznał smaku prawdziwej zabawy, także każdy prawdziwy balangowicz przynajmniej kilka razy w roku odwiedzał to miesjce.
Ta noc była bardzo ciepła. Lekka bryza chłodziła rozpalone od rumu głowy, pijących na statkach marynarzy. Kolorowe dekoracje walały się po uliczkach a miejscowi magowie zarabiali na prymitywnych sztuczkach, bawiąc pragnące atrakcji towarzystwo. Karczmy pękały w szwach, a muzyka i głośne śpiewy docierały niemal wszędzie. Do niektórych miejsc dźwięki docierały ze wzmożoną intensywnością. Szczególnie jeżeli tym miejscem była kryjówka, mieszcząca się nieopodal karczmianej piwnicy. W celu podwędzania rumu oczywiście.
- Zmienili by repertuar, ten obleśny bard działa mi już na nerwy – niewysoka brunetka kiwała się na pustej beczce, próbując nie słyszeć strasznego rzępolenia.
- Daj spokój Morgan, przyciąga wielu klientów, a na to nie możesz narzekać.
- Trzeba mu buchnąć tą cholerną lutnie, Egermirze ? zrobisz to dla mnie ? – meżczyzna uśmiechnął się lekko.
- Pewnie zacznie grać na grzebieniu.
Dziewczyna wstała z beczki i sięgnęła po długie perły leżące na stole. Od zawsze miała słabość do błyskotek, pewnie był to główny powód dla którego zaczęła kraść. Dzisiaj nie wyobrażała sobie innego życia. Z łatwością potrafiła wmieszać się w tłum, wychodząc z niego z drobnymi „upominkami”. Często wiązała włosy w kucyk, który chowała pod chustką, przez co wyglądała jak wychudły młodzieniec o delikatnych licach. W innych przypadkach długie pofalowane włosy omiatały piwne oczy, które odwracały uwagę potencjalnych ofiar. Była jak kot, pojawiała się niespodziewanie nie robiąc przy tym hałasu, często też przychodziło jej spadać na cztery łapy.
Przyłożyła perły do szyi, strojąc dziwne miny do pękniętego lustra. W tym momencie ukryta klapa wejściowa do pomieszczenia zaczęła się poruszać. Egermir wstał z miejsca i pchnął mocniej klapę. Po chwili ktoś wskoczył do środka.
-Dzięki Eger ! Ej co tak siedzicie jak te osły, piękna noc dzisiaj !
- Szczerze, to nudzi mnie już ta banda pijaków – odezwała się dziewczyna, nie odwracając wzroku od lustra.
- Nie wiecie co tracicie … - nowoprzybyły rozsiadł się w starym fotelu – wyobraźcie sobie, wchodzę do karczmy Pod Krzywym Ryjem, a tam sama elita z Vackell.
- Nie bliżej im do Alys ? – rzucił Egermir.
- Też się zdziwiłem, gdyż Święto Krabich Szczypiec spędzają właśnie w Alys ! widzę iż są już nieco rozbawieni więc zaczynam przedstawienie…
- Niech zgadnę, twój stary numer z magicznym kufrem – przerwała mu Morgan.
- Miałem taki zamiar, lecz nie było to konieczne … wszyscy ululani w cztery dupy !
- E, nie było zabawy …
- Gleb Kukufas potrafi się bawić nawet gdy nie ma zabawy - rzucił żartobliwie nowoprzybyły odklejając sobie coś co imitowało brodę. Nikt nie wiedział czy było to jego prawdziwe imię. Jednak sam Gleb posiadał do niego dystans i szczycił się swoim mianem.
- Nasze fanty wystarczają jedynie na drobnostki, zróbmy coś co pozwoli nam się poczuć jak ta elita z Vackell ! – rozmarzyła się Morgan.
- Chcesz być tak samo pijana jak oni ? – zaśmiał się Egermir.
- Bardzo śmieszne – burknęła ironicznie – zdobądźmy ich złoto, piękne stroje …
- mi jest dobrze w moich starych gaciach ! – zaprotestował Gleb. Morgan uśmiechnęła się tylko.
- Zaszalejmy, już dawno nie mieliśmy na oku czegoś większego… a poza tym pewnie chcielibyście odwiedzić Czerwoną Podwiązkę, a nie wpuszczają tam byle kogo - mężczyźni spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
- W sumie, twój plan zaczyna mi się podobać – uśmiechnął się Gleb – ale muszę skombinować nowe przebranie, ta broda strasznie cuchnie.
- Nie martw się Gleb, dzisiaj i tak nikt cię nie rozpozna.
-Łatwo wam mówić, to nie wasze kaprawe mordy wiszą niemal na każdym budynku w tym porcie !
- Za moją byłaby dużo większa nagroda – prychnęła Morgan rzucając w Gleba czymś co przypominało włosy – nie trzeba było podskubywać tej rudej siksy, dla pieniędzy tatusia.
- Albo zorientować się najpierw z kim przyjaźni się owy tatuś – dodał Eger.
- Ile będziecie jeszcze ze mnie szydzić pijawy ? Lepiej powiedzcie mi gdzie ja to mam sobie założyć – zaczął obracać włosy w rękach.
- Chodź już lepiej, nie marudź, rozejrzymy się – rzucili jego towarzysze, po czym opuścili kryjówkę, mając nadzieje iż ta noc przyniesie im szczęście.
Aislinn
 
Posty: 9
Dołączył(a): 2009-02-16 10:33

Re: Ojos De Agua

Postprzez Klonus Wysoki 2010-07-26 17:54

Całą trójka szła szerokim deptakiem portu. W dzień był on pełny straganów, przekupek, przechodniów - jednym słowem klienteli dla dobrego złodzieja. Teraz jednak chłodna bryza znad wieczornego morza służyła wielu jako ostatnia droga do choć częściowej trzeźwości. Większości wicher nie mógłby pomóc nawet gdyby miał siłę huraganu.
Trójka złodziei nie szła oczywiście razem. Byłoby to nie tylko niebezpieczne, ale wręcz nieefektywne. Tak więc jedną stroną zataczał się Gleb. Grał dobrego kompana do następnego kielicha. Zwykły złodziejaszek nie wyniósłby z tej sztuczki zbyt wiele, ale Gleb był na tyle doświadczony, że poza kielichem ofiara traciła spore zasoby pieniądza, a złodziej dbał, by złota ofierze nigdy nie brakowało. Toteż rano wielu imprezowiczów budziło się nie tylko z potężnym kacem, ale i ze sporym długiem.
Gra była wielką sztuką dla wieczornego złodzieja. Dokładnie o tym wiedział Egermir. Od kiedy pamiętał zawsze musiał grać. Jako najmłodszy z rodzeństwa bywał "wabikiem", "ofiarą", "miłym chłopcem", "czujką". Dziś, gdy nie mógł liczyć na rodzeństwo, świećcie bogowie nad ich duszami, zdołał wypracować niesamowitą umiejętność wyglądania "jak każdy". Miał coś takiego w sobie, że przy pierwszym spotkaniu wydawało się, że się go już widziało, jednocześnie przy kolejnych spotkaniach nie było się tego takim pewnym. Pielęgnował tę cechę, dbając o wygląda, sposób zachowania, a nawet akcent. Teraz znalazł lekko podpitego arystokratę i ze sporym powodzeniem wmówił mu, że kiedyś grali w jakaś grę "tylko dla wysoko urodzonych". Wcale mu nie przeszkadzało, że nawet nie znał reguł gry. Wystarczy, że waga sakiewki była wystarczająca. Spojrzał na środek deptaku.
A na środku, niczym królowa, paradowała Morgan. Nie zwracała uwagi na pospólstwo. Wysoko uniesiona broda, wzrok daleki, lekki chód. Nie wiadomo, czy uczyła się tego przez całe życie, czy też odziedziczyła po jakiś nieznanych przodkach. W każdym razie chyba nawet Egermir by się pomylił. Kilku słaniających się pijaków próbowało do niej podejść, ale zawsze zdołała wykręcić się z tego spotkania bez wypadania z roli. Najwyżej któryś dostał z wachlarza i dopiero rano odkrył, że schowany weń był sztylet, no chyba, że nie dożył.
W pewnym momencie do Morgan zaczął dobierać się Gleb. Oznaczało to, że zbliża się "obrońca młodych dziewic", czyli jakiś młodzik, który dla czci i honoru młodej damy odda wszystko - łącznie z majątkiem. Rzeczywiście już po chwili przy dwójce złodziei pojawił się chłopak w lśniącym napierśniku z mieczykiem przy pasie. Zrobiła się straszna wrzawa.
Egermir spokojnie przypatrywał się tej scenie, pozwalając by arystokrata dzielił się z nim swym majątkiem.
Nie jestem wrogiem.
Nie jestem przyjacielem.
Jestem obserwatorem.
Avatar użytkownika
Klonus Wysoki
Mecenas sztuki
 
Posty: 228
Dołączył(a): 2008-10-18 21:34
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Ojos De Agua

Postprzez Andzin-san 2010-07-27 02:38

Przyjaciele złodzieje, brzmi ciekawie. Ale dla każdego kto choć raz miał styczność z tym zawodem jest rzeczą oczywistą, że nie da się tego pogodzić. Kiedy w grę wchodzi o jeden talar za dużo - zaczyna się robić nieprzyjemnie. Każde z nich trzech miało już w głowie swój chytry plan pt. "Jak zgarnąć całą pulę i ujść z życiem".
Istnieje jednak powszechnie praktykowany sposób unikania podobnych nieporozumień. Gdy władze nie radzą sobie z szerzącym się złodziejstwem metodami konwencjonalnymi, tworzą Gildię Złodziei. W myśl zasady: gdy nie da się czegoś wyplenić trzeba kontrolować. I najlepiej nałożyć na to wysoki podatek. A gildia już sama zajmuje się osobami, które kradną bez licencji i kradną co popadnie. Bo któż lepiej rozpozna złodzieja jak inny złodziej...

Grupa ciemno ubranych postaci obserwowała naszych bohaterów z ukrycia. Byli to złodzieje klasyczni, wyznający tradycję czarnych peleryn, kapturów i szybkiego znikania w zaułkach. No i sztyletów.
- Co z nimi robimy? - spytał szeptem Quinn, przywódca patrolu.
- Ja bym ich zostawił, same kłopoty. Jutro pewnie odpłyną kolejnym statkiem - odpowiedział drugi ze złodziei.
- Nie widzisz, że to profesjonaliści? Trzeba zawiadomić.. - kontynuował Quinn.
- Psst! Słyszeliście coś? - zapytał cicho trzeci złodziej.
Przez moment wszyscy trzej nasłuchiwali podejrzanych odgłosów. Zupełnie trzeźwy człowiek kłócił się ze swoją żoną w budynku obok. Zbyt mało podejrzane.
- Już nic.
- Młody, biegiem do tawerny, zawiadom że młody lis spotkał łasiczkę w dziupli. I że skończył się papier toaletowy..
- Że co?
- Że nornica nie może wyjść z ukrycia. Biegiem!
Pierwszym i zasadniczym powodem pośpiechu Quinna był fakt, iż jego nornica istotnie od dłuższego czasu próbowała wyjść z ukrycia. Ale jego złodziejski instynkt podpowiadał, że ma do czynienia z szajką na grubszą skalę. Złapanie jej było równoznaczne z awansem, a kto wie, może nawet z podniesieniem dziennego limitu... Tak czy siak - musiał najpierw tego dokonać.
Avatar użytkownika
Andzin-san
 
Posty: 84
Dołączył(a): 2009-01-03 22:50

Re: Ojos De Agua

Postprzez Klonus Wysoki 2010-08-07 20:06

Trójka złodziejaszków dobrze znała gildie złodziei. Jakiś czas temu namnożyło się tego typu organizacji, co tylko sprawiało problemu wędrownym "rzemieślnikom". Do tego Gildie ulegały coraz większemu spaczeniu. Obrzydzeniem napawało przyjmowanie doń osób, które nigdy w życiu nie miały szans stać się prawdziwymi złodziejami. Gildie, jako dość spore organizacje, musiały jednak w swoich szeregach zawrzeć księgowych czy mięśniaków, którzy dbaliby o interesy gildii.
Egermir przyglądał się przez chwilę takiej dziwnej grupce. Z jednej strony kilku złodziejaszków stało nie zwracając na siebie uwagi. Przeciętny człowiek po prostu by ich nie zauważył. Nie wiedzieć czemu stali przy nich osobnicy "na wypadek problemów", którzy przede wszystkim zwracali na siebie uwagę, głownie po to, by inni mogli ich ominąć. Nazywano to patrolem. Działanie bezsensowne - złodzieje nie kradli, "ochroniarze" nie wymuszali. Po prostu stali. Chyba nikt normalny nie widziałby w tym sensu.
Egermir zwykle zdołał spławić przedstawicieli gildii zwykła rozmową, udaną ucieczką, łapówką czy w końcu podziałem łupu. Przywódca tego wyglądał jednak na służbistę, a to źle wróżyło. Egermir postanowił wyjaśnić sprawę szybko, nim będzie potrzebny Morgan.
Podszedł do patrolu i lekkim tonem spytał:
- Co tam, chłopaki? Ładną mamy noc.
W odpowiedzi usłyszał jedynie:
- Nie bądź taki chojrak.
Nawet nie zdążył się usunąć, gdyż cios padł z nieprzewidzianej przez niego strony. Jeden z ochroniarzy, którzy zwykle nie zwracają uwagi na tego typu sytuacje, wkomponował wielką pięść wprost w jego ucho. Egermir wiedział, że się zatoczył, choć stracił całkowicie poczucie pionu. Przed oczyma zrobiło mu się ciemno. Chciał się podnieść, uciec... Zemdlał...
Nie jestem wrogiem.
Nie jestem przyjacielem.
Jestem obserwatorem.
Avatar użytkownika
Klonus Wysoki
Mecenas sztuki
 
Posty: 228
Dołączył(a): 2008-10-18 21:34
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Ojos De Agua

Postprzez Rafka 2010-08-09 20:34

Tymczasem oskubanie szlachcica poszło całkiem gładko. Podczas gdy Gleb szamotał się z owym panem, Morgan raz dwa zdjęła z bohatera wszystko co było możliwe i przy tym cenne. Do puli trafiła sakiewka, drogocenny łańcuch z wyłuskanym diademem, a nawet pas od spodni wypchany imitacją kamieni szlachetnych, który przy odpowiednich umiejętnościach można było sprzedać za wysoką cenę. Cała sytuacja przedstawiała prosty schemat. Gleb dostaje po twarzy, upada na ziemię, ofiara traci wszystko, Egemir odwraca uwagę, Gleb ucieka po czym wszyscy kierują się do umówionego punktu spotkania oczywiście różnymi drogami. Coś jednak poszło nie tak, ale i tak wystarczająco dobrze, bo gdy tylko Gleb upadł na ziemię, ofiara poczęła szukać damy, która winna mu być powinna podziękowania.
W uliczce pomiędzy dwoma opuszczonymi, drewnianymi barakami, które kiedyś używano jako magazyny portowe było całkowicie ciemno. Jedynie księżyc swoją półkolistą powłoką przyświecał jednej ścianie budynku, drugą pozostawiał nienaruszoną i panowała tam taka ciemność, że i w białym odzieniu człowiek tracił swą cielesną materię.
W rzeczy samej było to idealne miejsce punktu spotkania po udanej akcji. Jest blisko, jest opuszczone. Nikt tam nie chodzi i okrutnie śmierdzi.
- Gdzie on jest? Czekamy już pięć minut. Coś jest nie ten tego - zaszeptał niecierpliwie Gleb
- Spokojnie, może trafił na okazję - odparła Morgan
- Taaa... okazję do kłopotów. Mówię Ci coś tu śmierci
- Masz rację. To te kocie bobki, na które właśnie stanąłeś
- Niech to szlag - zagrzmiał pół głosem, przy czym natychmiastowo zamienili się w bezruch. Smród rozmazanych odchodów na podeszwie buta zdradzał wszystko. Po obydwu końcach budynków pojawiły się osoby. Dwie duże ciemne sylwetki niczym kolosy stojące w bramie sprawiały wrażenie zbliżających się kłopotów. Po chwili pojawiły się mniejsze postacie, w kapturach, nie sposób było ich odróżnić. Nie mówili nic, jednak dobrze wiedzieli, że nie stoją tutaj na marne.
Gleb i Morgan czekali w ukryciu na dalszy rozwój sytuacji, nie wiedzieli kim byli ludzie, którzy zatarasowali przejście. Kukufas miał cichą nadzieję, że to jakaś ustawowa walka, w której głównymi postaciami są owe olbrzymi. Jego przypuszczenia okazały się mylne gdy jedna z zakapturzonych postaci się odezwała:
- Wychodźcie, wiemy że tam jesteście.
Złodzieje spojrzeli na siebie. Nie mówili nic ale wiedzieli, że nic innego nie mogą zrobić. Jednocześnie wyszyli z ukrycia i podążyli w stronę głosu. Wtedy im oczom ukazała się jeszcze jedna postać, którą bardzo dobrze znali. Był to Egermir, podtrzymywany przez dwóch kapturników, z workiem na głowie i zawiązanymi z tyłu rękami.
Dosyć dziwna praktyka jak na bandziorów - pomyślała Morgan
Wiedziałem, że pięć minut to za długo - pomyślał Gleb
Osiłek zza ich pleców zaczął się zbliżać w ich stronę. Drugi był nieco zajęty łapaniem much, które ni jak nie chciały dać mu spokoju, jednak sprawiał wrażenie skupionego na całej sytuacji. Postać która wcześniej się odezwała wystąpiła o jeden krok do przodu. Pozostali nieruchomo trzymali Egermira.
- A więc...
- PLAN "Ce" ! - Zagrzmiał ochoczo Gleb.
Oznaczało to nic innego jak tylko ucieczka. Plan "Ce" był nieodzownym elementem każdej akcji i cała trójka bardzo dobrze o tym wiedziała. Nie wiedzieli natomiast tego kapturnicy, którzy stali się nieodłącznym elementem wprowadzenia tejże dyrektywy.
Jak w zegarku, każda z trzech postaci wykonała z perfekcyjną dokładnością wszystkie elementy, które posłużyły do udanej ucieczki.
Morgan zgrabnie ominęła postać, która właśnie chciała coś powiedzieć i rzuciła się na jedną z sylwetek trzymającą Egermira uderzając ją przedramieniem. Gleb w tym samym czasie zaszedł z drugiej strony, jednakże miał większy orzech do zgryzienia gdyż na jego drodze stanął kolos. Nie zastanawiał się długo, przygotowaną wcześniej garść piasku cisnął mu w oczy i ominął go bez problemu rzucając się na drugiego kapturnika, jednakże z tą różnicą od Morgan, że Gleb użył do tego partyzanckiego kopa w brzuch, a potem zwyczajnie po niej przebiegł. Tymczasem Egermir udawał tylko nieprzytomnego by w odpowiedniej chwili zrobić przewrót w tył wprowadzając przy tym w jeszcze większe zakłopotanie ludzi, którzy go trzymali, a właściwie już nie trzymali bo leżeli plackiem na ziemi. Morgan jednym chwytem szybko ściągnęła worek z głowy Egermira i cała trójka zaczęła uciekać, podczas gdy pozostali zbierali się w pogoń.
Z tyłu usłyszeli krzyk:
- Nie pozwólcie im uciec.
Gonitwa się rozpoczęła.
Wykreować postać można tak, że przekroczy ona nasze oczekiwania.

"Moją Ojczyzną jest Świat, Moją religią jest czynienie Dobra"
THE ZEITGEIST
Avatar użytkownika
Rafka
 
Posty: 43
Dołączył(a): 2008-11-03 19:37
Lokalizacja: Przemyśl

Re: Ojos De Agua

Postprzez Aislinn 2010-08-10 11:42

- Rozdzielmy się! – krzyknął Egermir.
- Do przystani ?! – Gleb spojrzał na swych przyjaciół, którzy tylko kiwnęli potwierdzająco.
Musieli bardzo uważać, nie uciekali przed żółtodziobami ze straży. Gleb skierował się w stronę pokrętnych uliczek. Ewentualne wspinaczki po budynkach lub skoki po dachach nie robiły na nim wrażenia. Egermir wolał trzymać się morza, natomiast Morgan korzystając ze swej drobności postanowiła przemykać się wśród ludzi. Kapturnicy byli bardzo blisko, również rozdzielając się w gonitwie. Morgan spojrzała za siebie. Dwóch drabów biegło za nią popychając przechodniów. Gorzej mieli pijani osobnicy którzy napatoczyli się znienacka, ich ledwo trzymające się na nogach ciała upadały na ziemie jak kukiełki, ustępując miejsca biegnącym. Dziewczyna skierowała się w stronę tancerek, prezentujących jakiś egzotyczny taniec. Przeskoczyła nad siedzącym na pieńku karzełkiem, trzymającym przedziwny instrument, wywołując lekką panikę wśród obserwatorów widowiska. Przebiegła między tancerkami zabierając jedną z ich chust. Nikt nawet tego nie zauważył gdyż nadbiegający kapturnicy właśnie tratowali biednego karzełka, łamiąc mu przy tym dziwaczny instrument. Morgan skorzystała z małego zamieszania i trudności wydostania się drabów z tanecznego kółka. Szybkim ruchem zebrała włosy chowając je pod chustą, przyodziała też trochę przyciasny kubraczek, który udało jej się zwędzić. Zatrzymała się nagle widząc iż mężczyźni niesłychanie szybko uporali się z problemem i stoją tuż obok rozglądając się dookoła.
- No i gdzie ona jest ?!
Dziewczyna odwróciła się tylko i spokojnym krokiem ruszyła w stronę karczmy. Gdy nieco się oddaliła schowała się za budynek.
- Ja biegnę dalej ! ty się tu rozejrzyj – powiedział jeden z kapturników, po czym ruszył przed siebie. Drugi na nieszczęście dziewczyny, zauważył uliczkę tuż obok karczmy, która wydała mu się niezłym miejscem na kryjówkę. Morgan zaczęła się rozglądać za czymś co mogłoby jej pomóc. Kapturnik ostrożnie zbliżał się, wiedząc że może zostać zaskoczony.
- Dobry i dziurawy kociołek – pomyślała dziewczyna, desperacko chwytając czegoś czym mogłaby się obronić.
- A ty tu czego ! – usłyszała jedynie, więc wyjrzała dyskretnie za rogu – szukasz kłopotów !? – olbrzymi karczmarz, który wyglądał nieco jak ork, stał w bocznych drzwiach karczmy trzymając dość spory rondel z jakąś cuchnącą mazią.
- już mnie nie ma … - bąknął tylko złodziejaszek po czym wycofał się. Orkopodobny karczmarz wylał breje do stojącej beczki, zaklął parę razy i wrócił do środka.
- Uff – dziewczyna otarła czoło, w tym samym momencie czując że traci grunt pod nogami.
- A to ty …. wybacz – Gleb stał nad dziewczyną celując w nią kawałkiem drewna.
- Wiem że jest ciemno – rzuciła z ironią Morgan wstając z ziemi – ale mógłbyś …
- Tam są ! – usłyszeli tylko za sobą.
- o, twoi kumple… - oboje ruszyli szybko, wiedząc że przystań jest już niedaleko. Nie mieli na razie żadnego planu, a może właśnie brak planu był ich najlepszym wyjściem. Po drodze do prześladowców Gleba dołączyło dwóch kapturników którzy pogubili się w tłumie.
- No to pięknie ! i co teraz?
- Nie mam bladego pojęcia ! - Gleb pośpieszał dziewczyną gdyż kapturnicy deptali im już po piętach. Wszystkie łodzie były zacumowane. Nie mieli czasu na odwiązanie liny a tym bardziej na odpłynięcie.
-Dobrze pływasz ? ! – Kukufas myślał już tylko o ostatecznych rozwiązaniach.
- Spójrz ! – krzyknęła Morgan – to Egermir !
- Ha ! na flądrę morską ! chyba mamy dziś szczęście ! - dojrzeli Egermira na końcu przystani. Rozglądał się on stojąc na niewielkiej łodzi. Nagle zerwał się, widocznie zobaczywszy nadbiegających przyjaciół. Zaczął odbijać od brzegu wiedząc iż jedynym dla nich wyjściem jest wskoczenie na łódź. Morgan przyspieszyła nieco wiedząc iż może mieć problem z większą odległością, lecz na szczęście skok wyszedł jej idealnie. Gleb musiał pokonać już nieco większy dystans, co nawet przy jego umiejętnościach było trudne. Wybił się w powietrze niczym kot i małą pomocą Egermira wylądował na pokładzie. Jeden z kapturników próbował powtórzyć wyczyn Gleba, lecz szybko znalazł się w wodzie. Cała trójka odetchnęła z ulgą spoglądając na wściekłych i równie zmęczonych złodziei stojących na przystani.
- Wybrałeś nam niezłe cacko – rzuciła Morgan jeszcze nie tak dobrze łapiąc powietrze. Teraz dopiero rozejrzeli się po pokładzie.
- Najłatwiej było się do niej dobrać, wyglądała trochę na opuszczoną …
- Opuszczoną ? łodzie lub statki nie porzuca się na przystani…
Gleb rozprostował kręgosłup i zaczął chodzić rozglądając się dookoła siebie.
- Grunt że uciekliśmy tym skurkowańcom – uśmiechnął się.
- Ta … i przy okazji nieco rozprostowaliśmy kości – dorzucił Egermir.
- E.. chłopaki, nie chce wam przerywać pogawędki, ale … - mężczyźni spojrzeli w stronę Morgan która właśnie zaglądała pod pokład.
- O co chodzi ?
- Lepiej zobaczcie sami …
Aislinn
 
Posty: 9
Dołączył(a): 2009-02-16 10:33


Powrót do Grupowe

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości

Strona główna forumEkipaUsuń wszystkie ciasteczka • Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 [czas letni (DST)]

SEO MOD © 2007 StarTrekGuide