Strona główna forum → Twórczość → Twierdza Fantasy → Monologi
Niecierpliwe cierpienia, czyli kiedy wracamy?...
Moderator: Mecenasi sztuki
1 post • Strona 1 z 1
Niecierpliwe cierpienia, czyli kiedy wracamy?...
Taki malutki, króciutki jeden fragmencik 
Chronologia wszystkich podanych ma się tak:
1.NIECIERPLIWE CIERPIENIA
2.ŻOŁNIERSKIE ŻALE
3.NIE WIERZ NIGDY KOBIECIE
4.STALOWY ŚWIT
...i w takiej kolejności polecam czytanie dziejów Eloreda, bo niesie najwięcej sensu
Zapraszam do lektury!
* * *
W Emenrath dobiegał końca kolejny, jakże nudny dzień. Chociaż w istocie nie był zauważalnie nudniejszy od poprzednich, ponad wszelką wątpliwość sprawiał takowe wrażenie. Zdawał się być zdecydowanie dłuższy i bardziej męczący, a przez to trudniejszy do zniesienia. Niechybnie wiązało się to ze sporą ilością wciąż szumiącego w głowie piwa, wychylonego z kolegami z garnizonu dzień wcześniej. Podobnie, jak i dwa dni wcześniej. I trzy dni wcześniej też.
Elored przetarł zmęczone, przekrwione z niewyspania oczy i mocniej wsparł się na drzewcu włóczni, próbując nieco ulżyć uginającym się nogom. Nie tak wojna wyglądała w pieśniach i opowieściach... – pomyślał.
Był także drugi powód, dla którego godziny uparcie opóźniały tego dnia swój upływ. Odkąd tylko jego hufiec wyruszył z Dolmaru na północne rubieże Imperium, wszystko toczyło się nie tak, jak powinno. Na pewno nie przypuszczał, iż podczas swej pierwszej wyprawy wojennej nawet nie będzie miał okazji dobyć miecza, a najciekawszym zajęciem garnizonu, poza oczywiście codzienną, wielogodzinną musztrą, będą wieczorne pijatyki...
Czuł się zawiedziony. Miał już tego wszystkiego dosyć. Przez całe siedem tygodni pobytu w Emenrath ledwie dwa razy nadarzyła się okazja do opuszczenia murów twierdzy, a o ożywieńczych cadarskich legionach mógł jedynie słuchać karczemnych historyjek starszych żołnierzy, stacjonujących tu znacznie dłużej.
Wszystko to było efektem rozejmu, podpisanego przez cesarza niedługo po ich wymarszu z Dolmaru. Na nieszczęście jednak wieść ta dogoniła ich dopiero po dotarciu do wrót Emenrathu, ale niestety nie było w niej zawartego rozkazu powrotu do stolicy, zatem należało bezczynnie czekać, aż takowy nadejdzie. A czekać przyszło wyjątkowo długo.
Nie było co ukrywać, że zaprzestanie działań wojennych z Cadarem przyniosło mu również niemałą ulgę – wiedział przeto jak bardzo niebezpieczni potrafili być ożywieńcy, nawet dla doświadczonych wojowników. Sama myśl o starciu z nie krwawiącym, nie odczuwającym bólu, ni zmęczenia przeciwnikiem, o walce twarzą w twarz z materialnym urzeczywistnieniem śmierci, napawała go przerażeniem.
Jednak przed wyruszeniem z Dolmaru nie było to jeszcze przerażenie tak namacalne, toteż nic nie stało na przeszkodzie, by przysięgać wywalczenie sobie sławy i chwały na polach bitew swym niezwykłym męstwem i śmiałością. Oczywiście owa przysięga nie miała miejsca całkowicie na trzeźwo, ani też nie była składana ku czci ojca, ni cesarza, czy nawet na chwałę Imperium Ankhalionu, chociaż Elored marzył o tym od czasów dziecięctwa. Złożona nieco bardziej dla siebie, a jeszcze bardziej – dla względów młodej i jakże urodziwej Keire z książęcego rodu Sannira, teraz niestety dotrzymaną być nie mogła, aczkolwiek przynajmniej nie z jego winy.
Miniony athin był ze wszech miar straconym czasem, bowiem Elored ani nie zasłynął, nie okrył się chwałą, ani nawet nie zakosztował walki, a już tym bardziej – nie mógł oglądać wybranki swego serca. Nieodżałowana strata czasu.
Wieczne pijaństwo i rubaszne przyśpiewki do białego rana z tymi samymi towarzyszami, żołnierskie anegdoty, w kółko opowiadane przez starszych wojaków wśród tych samych murów – to nie było życie, o jakim marzył, wstępując do legionów, chociaż od starszego brata wiedział, iż to także stanowiło jego nieodłączną część. Cóż począć – taka była dola każdego żołnierza, a wojny nigdy nie wyglądały dokładnie tak, jak mówią pieśni i poematy, wyśpiewywane przez bardów przy dźwiękach mandolin i piszczałek. Teraz już to rozumiał.
Niemniej jednak całe to marnotrawstwo miało się w końcu odmienić, albowiem tego dnia do twierdzy dotarły od tak dawna wyczekiwane rozkazy powrotu do stolicy. W zmęczonej, odczuwającej jeszcze skutki wczorajszego pijaństwa głowie Eloreda nieustannie dryfowała myśl, iż nareszcie opuści smętne mury Emenrathu i ruszy do domu. Owa upragniona myśl sprawiała, iż czas dłużył się wręcz niemiłosiernie, odwlekając złośliwie chwilę, w której znowu ujrzy ukochaną i zatonie bez pamięci w jej aksamitnych włosach, delikatnych ustach i oczach koloru morza...
* * *

Chronologia wszystkich podanych ma się tak:
1.NIECIERPLIWE CIERPIENIA
2.ŻOŁNIERSKIE ŻALE
3.NIE WIERZ NIGDY KOBIECIE
4.STALOWY ŚWIT
...i w takiej kolejności polecam czytanie dziejów Eloreda, bo niesie najwięcej sensu

Zapraszam do lektury!
* * *
W Emenrath dobiegał końca kolejny, jakże nudny dzień. Chociaż w istocie nie był zauważalnie nudniejszy od poprzednich, ponad wszelką wątpliwość sprawiał takowe wrażenie. Zdawał się być zdecydowanie dłuższy i bardziej męczący, a przez to trudniejszy do zniesienia. Niechybnie wiązało się to ze sporą ilością wciąż szumiącego w głowie piwa, wychylonego z kolegami z garnizonu dzień wcześniej. Podobnie, jak i dwa dni wcześniej. I trzy dni wcześniej też.
Elored przetarł zmęczone, przekrwione z niewyspania oczy i mocniej wsparł się na drzewcu włóczni, próbując nieco ulżyć uginającym się nogom. Nie tak wojna wyglądała w pieśniach i opowieściach... – pomyślał.
Był także drugi powód, dla którego godziny uparcie opóźniały tego dnia swój upływ. Odkąd tylko jego hufiec wyruszył z Dolmaru na północne rubieże Imperium, wszystko toczyło się nie tak, jak powinno. Na pewno nie przypuszczał, iż podczas swej pierwszej wyprawy wojennej nawet nie będzie miał okazji dobyć miecza, a najciekawszym zajęciem garnizonu, poza oczywiście codzienną, wielogodzinną musztrą, będą wieczorne pijatyki...
Czuł się zawiedziony. Miał już tego wszystkiego dosyć. Przez całe siedem tygodni pobytu w Emenrath ledwie dwa razy nadarzyła się okazja do opuszczenia murów twierdzy, a o ożywieńczych cadarskich legionach mógł jedynie słuchać karczemnych historyjek starszych żołnierzy, stacjonujących tu znacznie dłużej.
Wszystko to było efektem rozejmu, podpisanego przez cesarza niedługo po ich wymarszu z Dolmaru. Na nieszczęście jednak wieść ta dogoniła ich dopiero po dotarciu do wrót Emenrathu, ale niestety nie było w niej zawartego rozkazu powrotu do stolicy, zatem należało bezczynnie czekać, aż takowy nadejdzie. A czekać przyszło wyjątkowo długo.
Nie było co ukrywać, że zaprzestanie działań wojennych z Cadarem przyniosło mu również niemałą ulgę – wiedział przeto jak bardzo niebezpieczni potrafili być ożywieńcy, nawet dla doświadczonych wojowników. Sama myśl o starciu z nie krwawiącym, nie odczuwającym bólu, ni zmęczenia przeciwnikiem, o walce twarzą w twarz z materialnym urzeczywistnieniem śmierci, napawała go przerażeniem.
Jednak przed wyruszeniem z Dolmaru nie było to jeszcze przerażenie tak namacalne, toteż nic nie stało na przeszkodzie, by przysięgać wywalczenie sobie sławy i chwały na polach bitew swym niezwykłym męstwem i śmiałością. Oczywiście owa przysięga nie miała miejsca całkowicie na trzeźwo, ani też nie była składana ku czci ojca, ni cesarza, czy nawet na chwałę Imperium Ankhalionu, chociaż Elored marzył o tym od czasów dziecięctwa. Złożona nieco bardziej dla siebie, a jeszcze bardziej – dla względów młodej i jakże urodziwej Keire z książęcego rodu Sannira, teraz niestety dotrzymaną być nie mogła, aczkolwiek przynajmniej nie z jego winy.
Miniony athin był ze wszech miar straconym czasem, bowiem Elored ani nie zasłynął, nie okrył się chwałą, ani nawet nie zakosztował walki, a już tym bardziej – nie mógł oglądać wybranki swego serca. Nieodżałowana strata czasu.
Wieczne pijaństwo i rubaszne przyśpiewki do białego rana z tymi samymi towarzyszami, żołnierskie anegdoty, w kółko opowiadane przez starszych wojaków wśród tych samych murów – to nie było życie, o jakim marzył, wstępując do legionów, chociaż od starszego brata wiedział, iż to także stanowiło jego nieodłączną część. Cóż począć – taka była dola każdego żołnierza, a wojny nigdy nie wyglądały dokładnie tak, jak mówią pieśni i poematy, wyśpiewywane przez bardów przy dźwiękach mandolin i piszczałek. Teraz już to rozumiał.
Niemniej jednak całe to marnotrawstwo miało się w końcu odmienić, albowiem tego dnia do twierdzy dotarły od tak dawna wyczekiwane rozkazy powrotu do stolicy. W zmęczonej, odczuwającej jeszcze skutki wczorajszego pijaństwa głowie Eloreda nieustannie dryfowała myśl, iż nareszcie opuści smętne mury Emenrathu i ruszy do domu. Owa upragniona myśl sprawiała, iż czas dłużył się wręcz niemiłosiernie, odwlekając złośliwie chwilę, w której znowu ujrzy ukochaną i zatonie bez pamięci w jej aksamitnych włosach, delikatnych ustach i oczach koloru morza...
* * *
"...Miało się ku zachodowi, gdy zachwiał się i runął bezwładnie. Zębami gryzł ziemię, nozdrzami miotał płonący oddech. Szarpnął się raz, drugi, trzeci. Dreszcz głęboki przebiegł go, piękna głowa głucho runęła w miękką ziemię. Ustał płomienisty oddech..."
KLAN TWIERDZA PANDEMONIUM
KLAN TWIERDZA PANDEMONIUM
-

Orgrim Ogniojad - Członek IS
- Posty: 229
- Dołączył(a): 2008-10-20 10:49
- Lokalizacja: :Dna Piekieł:
1 post • Strona 1 z 1
Kto przegląda forum
Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości