Magnatus Senescit
Biały puch okrył cały świat. Nadprzyrodzonej wręcz fali zimy poddać musiała się i Twierdza. Blanki pod czapami śniegu zdawały się bardziej masywne. Dziedziniec mógłby być równie dobrze wyciosany z jednej bryły najjaśniejszego na świecie marmuru. Podłogi krużganków, jakby oblane mlekiem, jeszcze bardziej kontrastowały z ciemnymi korytarzami biegnącymi do wnętrz Twierdzy.
Wśród ogólnej bieli na schodach głównych wiodących do głównych izb przybytku siedziała postać. Obserwowała. Długo przyglądała się pojedynczemu płatkowi śniegu, który niby niczym nie różnił się od innych jednocześnie będąc indywiduum dla całego świata.
Klonus Wysoki, bo właśnie on siedział na schodach, spojrzał ku bramie głównej. Tam na dziedziniec Twierdzy wjeżdżała właśnie Halkione, Mistrzyni Jeźdźców. Była nieco zdezorientowana, gdyż w Twierdzy bywała rzadko. Widok klonusowego wozu tuż przy bramie nieco ją uspokoił, ale dopiero gdy zauważyła Obserwatora, była pewna, że trafiła w dobre miejsce.
Z zupełnie innej strony dobiegł siedzącego głos kolejnej osoby.
- Nie siedź tak na mrozie bo wilka dostaniesz, dziadku Klonusie.
To Rafka, bardziej obeznany w korytarzach Twierdzy, wchodził na dziedziniec od strony najstarszej części budowli. Sam mężczyzna też już pierwszej młodości nie był, lecz żwawo jeszcze przemierzał niemal już zapomniane korytarze.
Słysząc głos Rafki, Halkione zwolniła, a i Rafka poczuł się widocznie niezręcznie gdy zauważył Mistrzynię na dziedzińcu. Nie spodziewali się siebie. Prawie się nie znali.
- Witajcie – powiedział spokojnie Klonus.
Obserwator powinien spodziewać się takiej sytuacji, skoro sam ją zaaranżował, jednak zmieszanie przyjaciół wywołało na jego twarzy leciutki uśmiech.
- Sprowadziłem was tutaj – kontynuował nie pozwalając by chwila przyjemności zbiła go z tropu – bo mam ważną rzecz wam do powiedzenia. To nie tylko informacja, ale wręcz propozycja.
- Chcesz założyć klan? – przerwała nieco znudzona przydługim wstępem Halkione.
Klonus pozwolił sobie na chwilową pauzę, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią.
- Tak – odparł w końcu – Imperium potrzebuje klanu, który zdolny byłby do podtrzymywania starych tradycji. Którego członkowie wiedzieliby o co kiedyś walczono, gdy jeszcze toczyły się prawdziwe wojny, a nie te dzisiejsze karczemne bijatyki. Świat...
- Świat się zmienił, Klonusie – przerwał mu Rafka – Już nie jest tak jak dawniej.
- Mundus senescit – powiedział Obserwator ze wzrokiem dalekim, jakby jego umysł uciekł gdzieś w świat, gdzie przeszłość nadal jest żywa.
- Znasz łacinę, Klonusie? – zdziwiła się Halkione.
- Nie – Klonus szybko zdołał wrócić do rzeczywistości – Gdzieś to przeczytałem i mi utkwiło.
- Raczej Magnatus Senescit. – powiedział Rafka jakby dał się wciągnąć w świat, z którego właśnie wrócił umysł Obserwatora – To my się zestarzeliśmy.
- Jak uważasz – bąknęła Mistrzyni, która jako kobieta zupełnie inaczej podchodziła do kwestii starości.
- Więc jesteście ze mną? – spytał zaoferowany Klonus.
- Sam sobie nie poradzisz staruszku – uśmiechnął się Rafka.
- A ty, Mistrzyni? – Obserwator zwrócił się do Halkione.
- Co się będę sama po Imperium szwędać? – odpowiedziała z teatralną obojętnością, po czym uśmiechnęła się ciepło.
- No, to dobrze – powiedział Klonus znów uciekając w świat nierealny.
- Przydała by się siedziba. – powiedział zatroskany Rafka - Dom Starców podarował nam bóg. Myślisz, że znów nam pomoże?
- Nie potrzebujemy siedziby – odpowiedział Klonus – Spójrz wokoło. Rozejrzyj się. My jesteśmy u siebie. Mam klucze do każdego pokoju, każdej komnaty, znam każdy zakamarek Twierdzy Fantasy. Jeśli ktoś nas będzie szukał, tu nas znajdzie.
-- 2010-01-30 20:50:51 --
Śnieg okrywał równo połać ziemi otaczającą twierdzę klanu Aniołowie Mroku. Głębokie zaspy już dawno sparaliżowały większość Imperium toteż dziwnym było dla strażników, gdy zauważyli powóz sukcesywnie brnący ku nim. Co chwila ponad połać białej tafli wyskakiwał nie dość wysoki wierzchowiec, by znów na chwilę skryć się w odmętach śniegu. Sam wóz był osadzony na tak wysokich kołach, że zdawał się płynąć po powierzchni białego puchu jedynie co pewien czas pozostawiając na niej ślad muskającej osi. Tak ten niezwykły pojazd dotarł do bram twierdzy.
Tu, gdzie śniegu było nieco mniej, oczom strażników okazał się jeszcze bardziej niecodzienny widok. Oto wierzchowiec, który dotąd brnął pod śniegiem, okazał się być olbrzymim jaszczurem. Pod bramą zatrzymał się i strzepnął z siebie pozostały na plecach śnieg.
Woźnica zsiadł z wozu. Dopiero teraz straże zwróciły nań uwagę. Był na tyle wysoki, że warstwa śniegu sięgała mu ledwo powyżej kolan. Do tego płaszcz podróżny nie był w stanie ukryć, że przybysz jest mizernej postury. Zwrócił wzrok ku straży i powiedział:
- Przyprowadźcie mistrza klanu.
- A kimże jesteś, żeby mistrz chciał się z tobą widzieć? – odpowiedział jeden ze zbrojnych.
- Jestem Klonus Wysoki, mistrz klanu Magnatus Senescit. Przybywam w sprawie sojuszu.
Po chwili brama twierdzy rozchyliła się, a za nią stał Timoven.
- Witam pieknie – powiedział Klonus lekko skłoniwszy się.
- Witam – oddał uprzejmość gospodarz – Może przejdziemy gdzieś, gdzie jest cieplej.
- Dziękuję wielce, ale moja wizyta niezwykle krótką być musi – odparł Klonus, znów lekko skłoniwszy głowę – Przybyłem jedynie przekazać, że paktu, jaki nam przysłaliście, podpisać nie możemy. – tu wyciągnął przed siebie rękę niczym dłoń szkieletu odziana w skórę, która zaciskała się na pergaminie – Wszystkie punkty albo godzą w politykę naszego klanu albo powielają jego status. Póki co jest on dla nas nie do przyjęcia.
Klonus rozluźnił uchwyt i pergamin wylądował na śniegu. Przybysz wsiadł na wóz, chwyci lejce i powiedział jeszcze:
- Ku waszej wiadomości, atak na rzemieślnika czy druida uważamy za czyn haniebny. Karzemy go dobiciem, podobnie jak kradzieże. A teraz bywajcie.
Po tych słowach odjechał pozostawiając za dobą jedynie ślad dwóch wysokich kół.
Wśród ogólnej bieli na schodach głównych wiodących do głównych izb przybytku siedziała postać. Obserwowała. Długo przyglądała się pojedynczemu płatkowi śniegu, który niby niczym nie różnił się od innych jednocześnie będąc indywiduum dla całego świata.
Klonus Wysoki, bo właśnie on siedział na schodach, spojrzał ku bramie głównej. Tam na dziedziniec Twierdzy wjeżdżała właśnie Halkione, Mistrzyni Jeźdźców. Była nieco zdezorientowana, gdyż w Twierdzy bywała rzadko. Widok klonusowego wozu tuż przy bramie nieco ją uspokoił, ale dopiero gdy zauważyła Obserwatora, była pewna, że trafiła w dobre miejsce.
Z zupełnie innej strony dobiegł siedzącego głos kolejnej osoby.
- Nie siedź tak na mrozie bo wilka dostaniesz, dziadku Klonusie.
To Rafka, bardziej obeznany w korytarzach Twierdzy, wchodził na dziedziniec od strony najstarszej części budowli. Sam mężczyzna też już pierwszej młodości nie był, lecz żwawo jeszcze przemierzał niemal już zapomniane korytarze.
Słysząc głos Rafki, Halkione zwolniła, a i Rafka poczuł się widocznie niezręcznie gdy zauważył Mistrzynię na dziedzińcu. Nie spodziewali się siebie. Prawie się nie znali.
- Witajcie – powiedział spokojnie Klonus.
Obserwator powinien spodziewać się takiej sytuacji, skoro sam ją zaaranżował, jednak zmieszanie przyjaciół wywołało na jego twarzy leciutki uśmiech.
- Sprowadziłem was tutaj – kontynuował nie pozwalając by chwila przyjemności zbiła go z tropu – bo mam ważną rzecz wam do powiedzenia. To nie tylko informacja, ale wręcz propozycja.
- Chcesz założyć klan? – przerwała nieco znudzona przydługim wstępem Halkione.
Klonus pozwolił sobie na chwilową pauzę, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią.
- Tak – odparł w końcu – Imperium potrzebuje klanu, który zdolny byłby do podtrzymywania starych tradycji. Którego członkowie wiedzieliby o co kiedyś walczono, gdy jeszcze toczyły się prawdziwe wojny, a nie te dzisiejsze karczemne bijatyki. Świat...
- Świat się zmienił, Klonusie – przerwał mu Rafka – Już nie jest tak jak dawniej.
- Mundus senescit – powiedział Obserwator ze wzrokiem dalekim, jakby jego umysł uciekł gdzieś w świat, gdzie przeszłość nadal jest żywa.
- Znasz łacinę, Klonusie? – zdziwiła się Halkione.
- Nie – Klonus szybko zdołał wrócić do rzeczywistości – Gdzieś to przeczytałem i mi utkwiło.
- Raczej Magnatus Senescit. – powiedział Rafka jakby dał się wciągnąć w świat, z którego właśnie wrócił umysł Obserwatora – To my się zestarzeliśmy.
- Jak uważasz – bąknęła Mistrzyni, która jako kobieta zupełnie inaczej podchodziła do kwestii starości.
- Więc jesteście ze mną? – spytał zaoferowany Klonus.
- Sam sobie nie poradzisz staruszku – uśmiechnął się Rafka.
- A ty, Mistrzyni? – Obserwator zwrócił się do Halkione.
- Co się będę sama po Imperium szwędać? – odpowiedziała z teatralną obojętnością, po czym uśmiechnęła się ciepło.
- No, to dobrze – powiedział Klonus znów uciekając w świat nierealny.
- Przydała by się siedziba. – powiedział zatroskany Rafka - Dom Starców podarował nam bóg. Myślisz, że znów nam pomoże?
- Nie potrzebujemy siedziby – odpowiedział Klonus – Spójrz wokoło. Rozejrzyj się. My jesteśmy u siebie. Mam klucze do każdego pokoju, każdej komnaty, znam każdy zakamarek Twierdzy Fantasy. Jeśli ktoś nas będzie szukał, tu nas znajdzie.
-- 2010-01-30 20:50:51 --
Śnieg okrywał równo połać ziemi otaczającą twierdzę klanu Aniołowie Mroku. Głębokie zaspy już dawno sparaliżowały większość Imperium toteż dziwnym było dla strażników, gdy zauważyli powóz sukcesywnie brnący ku nim. Co chwila ponad połać białej tafli wyskakiwał nie dość wysoki wierzchowiec, by znów na chwilę skryć się w odmętach śniegu. Sam wóz był osadzony na tak wysokich kołach, że zdawał się płynąć po powierzchni białego puchu jedynie co pewien czas pozostawiając na niej ślad muskającej osi. Tak ten niezwykły pojazd dotarł do bram twierdzy.
Tu, gdzie śniegu było nieco mniej, oczom strażników okazał się jeszcze bardziej niecodzienny widok. Oto wierzchowiec, który dotąd brnął pod śniegiem, okazał się być olbrzymim jaszczurem. Pod bramą zatrzymał się i strzepnął z siebie pozostały na plecach śnieg.
Woźnica zsiadł z wozu. Dopiero teraz straże zwróciły nań uwagę. Był na tyle wysoki, że warstwa śniegu sięgała mu ledwo powyżej kolan. Do tego płaszcz podróżny nie był w stanie ukryć, że przybysz jest mizernej postury. Zwrócił wzrok ku straży i powiedział:
- Przyprowadźcie mistrza klanu.
- A kimże jesteś, żeby mistrz chciał się z tobą widzieć? – odpowiedział jeden ze zbrojnych.
- Jestem Klonus Wysoki, mistrz klanu Magnatus Senescit. Przybywam w sprawie sojuszu.
Po chwili brama twierdzy rozchyliła się, a za nią stał Timoven.
- Witam pieknie – powiedział Klonus lekko skłoniwszy się.
- Witam – oddał uprzejmość gospodarz – Może przejdziemy gdzieś, gdzie jest cieplej.
- Dziękuję wielce, ale moja wizyta niezwykle krótką być musi – odparł Klonus, znów lekko skłoniwszy głowę – Przybyłem jedynie przekazać, że paktu, jaki nam przysłaliście, podpisać nie możemy. – tu wyciągnął przed siebie rękę niczym dłoń szkieletu odziana w skórę, która zaciskała się na pergaminie – Wszystkie punkty albo godzą w politykę naszego klanu albo powielają jego status. Póki co jest on dla nas nie do przyjęcia.
Klonus rozluźnił uchwyt i pergamin wylądował na śniegu. Przybysz wsiadł na wóz, chwyci lejce i powiedział jeszcze:
- Ku waszej wiadomości, atak na rzemieślnika czy druida uważamy za czyn haniebny. Karzemy go dobiciem, podobnie jak kradzieże. A teraz bywajcie.
Po tych słowach odjechał pozostawiając za dobą jedynie ślad dwóch wysokich kół.