Jesteś?
- Kim jesteś? - Padło pytanie. Chłopiec, który je zadał, najwyraźniej sam nie był pewny o co chce zapytać.
- Dlaczego pytasz? - Odparł archanioł z zażenowaniem. Co to w ogóle za pytanie. Kim "jesteś"? Jedno pytanie, a tyle odpowiedzi. To takie naiwne. Jaka może być odpowiedź na pytanie kim się jest? Archaniołem? Elfem ze skrzydłami? Nie, to nie jest odpowiedź. Kim jestem? Gdzie jestem? Czym jestem? Jakie to u licha ma znaczenie? Powinien się raczej zapytać gdzie byłem, zanim zapytał. To, że jestem archaniołem wcale nie definiuje mnie jako istoty o konkretnych cechach charakteru. Nie. On się pyta o mnie.
- Odpowiesz? - Kolejne pytanie wybudziło archanioła z zamyślenia. Tym razem odpowiedź była jasna.
- Nie. - Na twarz chłopca wkradło się zdziwienie. Nie odmawiano mu często. Właściwie to zawsze dostawał odpowiedź. Nie zawsze szczerą, ale była. Mimo to, młodzieniec drążył dalej.
- Jeśli nie wiesz kim jesteś... Wierzysz? - Pytanie przyprawiło skrzydlatą istotę o szybsze bicie serca. Nie spodziewał się takiego pytania z ust dziesięcioletniego chłopca ze slumsów... Przecież znam odpowiedź. To takie oczywiste. Jeśli jestem archaniołem, jest to także świadectwo tego, że bóg musi istnieć. Jednak czy to, że istnieje i dał mi siłę boskiego pierwiastka, sprawia, że w niego wierzę? Jestem świadectwem jego istnienia. Czyż mogę być także powodem wiary? Archanioł zamilkł. Odwrócił się od chłopca, by nabić fajkę tytoniem. Zbliżył do niej rozżarzone łuczywko i zaciągnął się mocno. Wypuścił z ust obłok ciemnego dymu.
- Ten dym wygląda jak ptaszek... - Zafascynowany chłopiec podążał wzrokiem za chmurą dymu. Faktycznie, jej kształty układały się w dzióbek i skrzydła. Można było nawet dojrzeć zarys szponików.
Wolność.
Ptak rozpłynął się w powietrzu. W głowie archanioła utwkiła myśl o wolności. Nieskrępowanej, czystej. Można było dojrzeć pewne podobieństwo między ptakiem, a archaniołem. Nie chciałem się nad tym rozwodzić, nie czas i pora na to.
- Jestem.
- To twoja odpowiedź? - Zapytał chłopiec. Był jeszcze bardziej zdziwiony. - Nie rozumiem.
- Ja też nie. - Odrzekł archanioł. Zaciągnął się po raz ostatni i odleciał.
- Dlaczego pytasz? - Odparł archanioł z zażenowaniem. Co to w ogóle za pytanie. Kim "jesteś"? Jedno pytanie, a tyle odpowiedzi. To takie naiwne. Jaka może być odpowiedź na pytanie kim się jest? Archaniołem? Elfem ze skrzydłami? Nie, to nie jest odpowiedź. Kim jestem? Gdzie jestem? Czym jestem? Jakie to u licha ma znaczenie? Powinien się raczej zapytać gdzie byłem, zanim zapytał. To, że jestem archaniołem wcale nie definiuje mnie jako istoty o konkretnych cechach charakteru. Nie. On się pyta o mnie.
- Odpowiesz? - Kolejne pytanie wybudziło archanioła z zamyślenia. Tym razem odpowiedź była jasna.
- Nie. - Na twarz chłopca wkradło się zdziwienie. Nie odmawiano mu często. Właściwie to zawsze dostawał odpowiedź. Nie zawsze szczerą, ale była. Mimo to, młodzieniec drążył dalej.
- Jeśli nie wiesz kim jesteś... Wierzysz? - Pytanie przyprawiło skrzydlatą istotę o szybsze bicie serca. Nie spodziewał się takiego pytania z ust dziesięcioletniego chłopca ze slumsów... Przecież znam odpowiedź. To takie oczywiste. Jeśli jestem archaniołem, jest to także świadectwo tego, że bóg musi istnieć. Jednak czy to, że istnieje i dał mi siłę boskiego pierwiastka, sprawia, że w niego wierzę? Jestem świadectwem jego istnienia. Czyż mogę być także powodem wiary? Archanioł zamilkł. Odwrócił się od chłopca, by nabić fajkę tytoniem. Zbliżył do niej rozżarzone łuczywko i zaciągnął się mocno. Wypuścił z ust obłok ciemnego dymu.
- Ten dym wygląda jak ptaszek... - Zafascynowany chłopiec podążał wzrokiem za chmurą dymu. Faktycznie, jej kształty układały się w dzióbek i skrzydła. Można było nawet dojrzeć zarys szponików.
Wolność.
Ptak rozpłynął się w powietrzu. W głowie archanioła utwkiła myśl o wolności. Nieskrępowanej, czystej. Można było dojrzeć pewne podobieństwo między ptakiem, a archaniołem. Nie chciałem się nad tym rozwodzić, nie czas i pora na to.
- Jestem.
- To twoja odpowiedź? - Zapytał chłopiec. Był jeszcze bardziej zdziwiony. - Nie rozumiem.
- Ja też nie. - Odrzekł archanioł. Zaciągnął się po raz ostatni i odleciał.