By zakończyć wojnę
Z racji pewnych problemów technicznych z dostaniem się do Hedrenisa równolegle opowiadanie będzie dostępne (i możliwe do kontynuowania) na http://www.magnatus.fora.pl
Klonus Wysoki
Kolejny raz słońce przechodziło już przez zenit na niebie, by ciekawie zajrzeć do zachodnich komnat królewskich. Powitał je sam król wpatrujący się w dal. Mężczyźnie w sile wieku nie przeszkadzało, że złoty glob pali go w twarz. Miał inne zmartwienia. Wpatrywał się w dal, gdzie od lat trwała wojna. Walki Gandorii i Kandelonu trwały już za długo. I właśnie to niepokoiło króla bardziej niż którykolwiek Gandorczyk. Obawiał się, ba - wiedział, że jego najgorszymi wrogami są jego poddani. Gdzieś pośród Kandelonian rozchodził się jad, który toczył oba narody.
Do komnaty wszedł drugi mężczyzna. Krokiem pewnym, niemal paradnym, podszedł do władcy i skłonił się. Król nie odwrócił się. Zamyślony, wpatrzony w dal, spytał, jakby rozmawiał z duchem, wszędobylskim stworem, do którego gdziekolwiek by się nie zwrócił byłby twarzą w twarz.
- Dlaczego odszedłeś z wojska, Gustawie?
- Po latach wiernej służby pozwolono mi opuścić szeregi armii, panie.
- Nie pytam się czemu pozwoliłem ci odejść, tylko czemu odszedłeś.
Mężczyzna spojrzał na swoje ręce. Nie był już młody, choć nie można go uważać za starca. Może przy tym postarzała go broda nieco dłuższa od typowej szlacheckiej. Może mylił nieco zaniedbany wygląd. Jednak uważny obserwator gdzieś spod spodu wyłuskałby dość szczegółów by uznać, że na tego człowieka należy uważać. Zdecydowanie nazwałby byłego wojaka doświadczonym.
- Mam dla ciebie zadanie – powiedział w końcu król.
- Obawiam się, że nie wrócę do wojska.
- Wojsko nie jest jedynym sposobem rozwiązywania problemów. W każdym razie nie tych, które mam. Podejdź tu.
Mężczyzna z wolna podszedł do władcy. Nigdy nie pozwalano nikomu podchodzić do panujących aż tak blisko. Król podał mu list.
- Czytaj.
List skierowany był do króla Gandorii. Był dość długi, choć oszczędny w słowach. Przedstawiał, wraz z dowodami, sprawę istniejącego po obu stronach konfliktu spisku, który z niewyjaśnionych przyczyn stara się przedłużyć działania wojenne. List kończył się suchą propozycją zaniechania działań militarnych na czas wykrycia i wyplewienia spisku.
- Rozumiesz wszystko? – spytał władca dostrzegając, że Gustaw już zapoznał się z pismem.
Rzeczywiście rozumiał. Obecnie był medykiem – ostatnią osobą, której mogło zależeć na dalszym przelewie krwi. Był niepozorny, więc miał szansę przedostać się daleko w głąb terytorium Gandorii. A w razie problemów długoletnia służba nauczyła go obrony... i poświęcenia w wykonywaniu rozkazów. Kiwnął głową.
Król złożył starannie pismo i zapieczętował je. Chwilę odczekał, aż lak ostygnie i przekazał list byłemu wojskowemu.
- Ruszaj – powiedział – i nie śpiesz się. Czasem trzeba zrobić krok w tył, by móc zrobić dwa kroki w przód. A nam zależy by tam misja powiodła się do końca.
Gustaw popatrzył na wręczony mu kawałek papieru.
- Mój generał –zaczął niepewnie - powiedział mi kiedyś „Możesz obiec całą krainę dookoła, nie obchodzi mnie to. Masz dotrzeć na tamto wzgórze i zabić tego na koniu”.
- Dobrze powiedziane – odpowiedział mu król z satysfakcją.
- Tego dnia usypaliśmy drugie takie wzgórze. Był to stos ciał...”
Gustaw wyszedł z komnaty.
Król nie widział jak zareagować na ostatnie słowa swego rozmówcy. Odwrócił się do okna. Miał jedynie nadzieję, że dobrze wybrał.
Klonus Wysoki
Kolejny raz słońce przechodziło już przez zenit na niebie, by ciekawie zajrzeć do zachodnich komnat królewskich. Powitał je sam król wpatrujący się w dal. Mężczyźnie w sile wieku nie przeszkadzało, że złoty glob pali go w twarz. Miał inne zmartwienia. Wpatrywał się w dal, gdzie od lat trwała wojna. Walki Gandorii i Kandelonu trwały już za długo. I właśnie to niepokoiło króla bardziej niż którykolwiek Gandorczyk. Obawiał się, ba - wiedział, że jego najgorszymi wrogami są jego poddani. Gdzieś pośród Kandelonian rozchodził się jad, który toczył oba narody.
Do komnaty wszedł drugi mężczyzna. Krokiem pewnym, niemal paradnym, podszedł do władcy i skłonił się. Król nie odwrócił się. Zamyślony, wpatrzony w dal, spytał, jakby rozmawiał z duchem, wszędobylskim stworem, do którego gdziekolwiek by się nie zwrócił byłby twarzą w twarz.
- Dlaczego odszedłeś z wojska, Gustawie?
- Po latach wiernej służby pozwolono mi opuścić szeregi armii, panie.
- Nie pytam się czemu pozwoliłem ci odejść, tylko czemu odszedłeś.
Mężczyzna spojrzał na swoje ręce. Nie był już młody, choć nie można go uważać za starca. Może przy tym postarzała go broda nieco dłuższa od typowej szlacheckiej. Może mylił nieco zaniedbany wygląd. Jednak uważny obserwator gdzieś spod spodu wyłuskałby dość szczegółów by uznać, że na tego człowieka należy uważać. Zdecydowanie nazwałby byłego wojaka doświadczonym.
- Mam dla ciebie zadanie – powiedział w końcu król.
- Obawiam się, że nie wrócę do wojska.
- Wojsko nie jest jedynym sposobem rozwiązywania problemów. W każdym razie nie tych, które mam. Podejdź tu.
Mężczyzna z wolna podszedł do władcy. Nigdy nie pozwalano nikomu podchodzić do panujących aż tak blisko. Król podał mu list.
- Czytaj.
List skierowany był do króla Gandorii. Był dość długi, choć oszczędny w słowach. Przedstawiał, wraz z dowodami, sprawę istniejącego po obu stronach konfliktu spisku, który z niewyjaśnionych przyczyn stara się przedłużyć działania wojenne. List kończył się suchą propozycją zaniechania działań militarnych na czas wykrycia i wyplewienia spisku.
- Rozumiesz wszystko? – spytał władca dostrzegając, że Gustaw już zapoznał się z pismem.
Rzeczywiście rozumiał. Obecnie był medykiem – ostatnią osobą, której mogło zależeć na dalszym przelewie krwi. Był niepozorny, więc miał szansę przedostać się daleko w głąb terytorium Gandorii. A w razie problemów długoletnia służba nauczyła go obrony... i poświęcenia w wykonywaniu rozkazów. Kiwnął głową.
Król złożył starannie pismo i zapieczętował je. Chwilę odczekał, aż lak ostygnie i przekazał list byłemu wojskowemu.
- Ruszaj – powiedział – i nie śpiesz się. Czasem trzeba zrobić krok w tył, by móc zrobić dwa kroki w przód. A nam zależy by tam misja powiodła się do końca.
Gustaw popatrzył na wręczony mu kawałek papieru.
- Mój generał –zaczął niepewnie - powiedział mi kiedyś „Możesz obiec całą krainę dookoła, nie obchodzi mnie to. Masz dotrzeć na tamto wzgórze i zabić tego na koniu”.
- Dobrze powiedziane – odpowiedział mu król z satysfakcją.
- Tego dnia usypaliśmy drugie takie wzgórze. Był to stos ciał...”
Gustaw wyszedł z komnaty.
Król nie widział jak zareagować na ostatnie słowa swego rozmówcy. Odwrócił się do okna. Miał jedynie nadzieję, że dobrze wybrał.