Login:
Hasło:
  zapamiętaj

Teraz jest 2012-02-11 03:38

Strona główna forum Twórczość Twierdza Fantasy Grupowe

By zakończyć wojnę

Masz ochotę wziąć udział w czyimś opowiadaniu dopisując do niego coś od serca? Nie krępuj się, ten dział służy właśnie do tego!

Moderator: Mecenasi sztuki

By zakończyć wojnę

Postprzez Klonus Wysoki 2010-04-06 18:28

Z racji pewnych problemów technicznych z dostaniem się do Hedrenisa równolegle opowiadanie będzie dostępne (i możliwe do kontynuowania) na http://www.magnatus.fora.pl
Klonus Wysoki


Kolejny raz słońce przechodziło już przez zenit na niebie, by ciekawie zajrzeć do zachodnich komnat królewskich. Powitał je sam król wpatrujący się w dal. Mężczyźnie w sile wieku nie przeszkadzało, że złoty glob pali go w twarz. Miał inne zmartwienia. Wpatrywał się w dal, gdzie od lat trwała wojna. Walki Gandorii i Kandelonu trwały już za długo. I właśnie to niepokoiło króla bardziej niż którykolwiek Gandorczyk. Obawiał się, ba - wiedział, że jego najgorszymi wrogami są jego poddani. Gdzieś pośród Kandelonian rozchodził się jad, który toczył oba narody.
Do komnaty wszedł drugi mężczyzna. Krokiem pewnym, niemal paradnym, podszedł do władcy i skłonił się. Król nie odwrócił się. Zamyślony, wpatrzony w dal, spytał, jakby rozmawiał z duchem, wszędobylskim stworem, do którego gdziekolwiek by się nie zwrócił byłby twarzą w twarz.
- Dlaczego odszedłeś z wojska, Gustawie?
- Po latach wiernej służby pozwolono mi opuścić szeregi armii, panie.
- Nie pytam się czemu pozwoliłem ci odejść, tylko czemu odszedłeś.
Mężczyzna spojrzał na swoje ręce. Nie był już młody, choć nie można go uważać za starca. Może przy tym postarzała go broda nieco dłuższa od typowej szlacheckiej. Może mylił nieco zaniedbany wygląd. Jednak uważny obserwator gdzieś spod spodu wyłuskałby dość szczegółów by uznać, że na tego człowieka należy uważać. Zdecydowanie nazwałby byłego wojaka doświadczonym.
- Mam dla ciebie zadanie – powiedział w końcu król.
- Obawiam się, że nie wrócę do wojska.
- Wojsko nie jest jedynym sposobem rozwiązywania problemów. W każdym razie nie tych, które mam. Podejdź tu.
Mężczyzna z wolna podszedł do władcy. Nigdy nie pozwalano nikomu podchodzić do panujących aż tak blisko. Król podał mu list.
- Czytaj.
List skierowany był do króla Gandorii. Był dość długi, choć oszczędny w słowach. Przedstawiał, wraz z dowodami, sprawę istniejącego po obu stronach konfliktu spisku, który z niewyjaśnionych przyczyn stara się przedłużyć działania wojenne. List kończył się suchą propozycją zaniechania działań militarnych na czas wykrycia i wyplewienia spisku.
- Rozumiesz wszystko? – spytał władca dostrzegając, że Gustaw już zapoznał się z pismem.
Rzeczywiście rozumiał. Obecnie był medykiem – ostatnią osobą, której mogło zależeć na dalszym przelewie krwi. Był niepozorny, więc miał szansę przedostać się daleko w głąb terytorium Gandorii. A w razie problemów długoletnia służba nauczyła go obrony... i poświęcenia w wykonywaniu rozkazów. Kiwnął głową.
Król złożył starannie pismo i zapieczętował je. Chwilę odczekał, aż lak ostygnie i przekazał list byłemu wojskowemu.
- Ruszaj – powiedział – i nie śpiesz się. Czasem trzeba zrobić krok w tył, by móc zrobić dwa kroki w przód. A nam zależy by tam misja powiodła się do końca.
Gustaw popatrzył na wręczony mu kawałek papieru.
- Mój generał –zaczął niepewnie - powiedział mi kiedyś „Możesz obiec całą krainę dookoła, nie obchodzi mnie to. Masz dotrzeć na tamto wzgórze i zabić tego na koniu”.
- Dobrze powiedziane – odpowiedział mu król z satysfakcją.
- Tego dnia usypaliśmy drugie takie wzgórze. Był to stos ciał...”
Gustaw wyszedł z komnaty.
Król nie widział jak zareagować na ostatnie słowa swego rozmówcy. Odwrócił się do okna. Miał jedynie nadzieję, że dobrze wybrał.
Nie jestem wrogiem.
Nie jestem przyjacielem.
Jestem obserwatorem.
Avatar użytkownika
Klonus Wysoki
Mecenas sztuki
 
Posty: 228
Dołączył(a): 2008-10-18 21:34
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: By zakończyć wojnę

Postprzez Rafka 2010-04-19 09:30

Gustaw wychodził właśnie z pałacu. Układał pomału plan tego, co musi zrobić, co przygotować, którędy ruszyć. Wtem poczuł na plecach ostry sztych sztyletu. Przeklął w myślach. Tak zajął się już sprawami wyprawy, że zapomniał o ostrożności. Nie sądził, że ktoś zwróci uwagę na niskiego, mizernej budowy człowieka, w starym płaszczu i do tego z nadmiernie długim jak na jego wzrost kosturem. Nie usprawiedliwiało go to.
- Straciłeś czujność - odezwał się głos za nim. Poznał ten głos. Powoli odwrócił się.
- Axel Gimevaw - powiedział w końcu upewniwszy się o tożsamości napastnika - Co porucznik Wojsk Królewskich robi w stolicy w samym środku wojny? A może awansowali cię?
- Awansowali i degradowali - odpowiedział tamten nonszalancko - Już straciłem rachubę. Ale ciekaw jestem co pułkownik w stanie spoczynku robił w pałacu królewskim?
- Nie sądzisz, że gdyby pałac ci ufał, nie wzywałby kogoś w stanie spoczynku?
- Bardzo łatwo popaść w niełaskę na dworze. A skoro wzięli ciebie, misja jest tajna i niebezpieczna. Cokolwiek to jest piszę się.
- A co ze służbą? Nie musisz kogoś powiadomić, oddać zwierzchnictwo? Nie podlegasz rozkazom?
- Cóż... - Alex rozłożył ręce w geście pewnego zażenowania.
W tym momencie zza jego pleców doszło ciche "Pozdrowienia od Graddlusa" i twarz porucznika wygięła się w grymasie bólu. Obrócił się nieco do autora ostatnich słów. W jego plecy wbity był sztylet. Alex śmignął lekko ręką i z szyi zabójcy trysnęła krew. Ten chwycił się za gardło i padł na ziemię.
- Wzajemnie - Alex splunął na dogorywającego zabójcę i na chwilę stracił równowagę. Gustaw od razu podtrzymał towarzysza. Szybko rozejrzał się, gdzie mógłby mu udzielić bardziej fachowej pomocy. Wybór padł na pobliską karczmę.
Weszli do środka. Gustaw rozejrzał się. W izbie było jedynie kilku gości. Nie zważając na nich rzucił prawie bezwładnym ciałem Alexa na pobliski stół. Ostrożnie wyjął sztylet. Ostrze przecięło nerkę i medyk nie był pewien, czy sobie z taką raną poradzi. Jego znajomość ziół nie dawała żadnych szans rannemu, a magię leczniczą znał jedynie w stopniu podstawowym. Rozpoczął mozolny trud leczenia ciała porucznika. Tkanka po tkance, żyła po żyle. Oby było warto...
Wykreować postać można tak, że przekroczy ona nasze oczekiwania.

"Moją Ojczyzną jest Świat, Moją religią jest czynienie Dobra"
THE ZEITGEIST
Avatar użytkownika
Rafka
 
Posty: 43
Dołączył(a): 2008-11-03 19:37
Lokalizacja: Przemyśl

Re: By zakończyć wojnę

Postprzez Klonus Wysoki 2010-04-24 14:51

Gustaw nie zwracał uwagi na otoczenie. Miał wystarczająco wiele roboty przy opatrywaniu i leczeniu Alexa. Zdziwił się więc gdy przy jego stoliku nagle wyrosła nieco przygruba postać bramana, który w rękach trzymał okrągłą butelkę. Ostrożnie położył ją na stół. Na zdziwione spojrzenie medyka niepewnie odpowiedział:
- Będzie dobre na obmycie ran.
Gustaw nawet nie pomyślał o dezynfekcji rany. Zwykle nie miał tyle szczęścia, by ktoś w okolicy dysponował "czymś mocniejszym", a tym bardziej by chciał je tak "zmarnować". Przyzwyczaił się, że musi oczyszczać rany poprzez zaklęcia.
Zauważył po chwili, że barman odszedł nieco, ale nadal stoi w oczekiwaniu w pobliżu. Zdołał już w znacznej mierze zregenerować organy przyjaciela i obecnie zamykał ranę. Uznał, że to dobry czas, by upewnić się co do zapłaty za ten jakże dziwaczny wybryk.
- Dziękuję za pomoc, gospodarzu. - powiedział nie odstępując od pracy - Jak mogę się odwdzięczyć?
- Panie - zaczął niepewnie barman - Jesteście druidem?
Ludzie często uważają, że jedynym zajęciem druidów jest zielarstwo i leczenie ran. W ogólnej opinii nikt więcej nie zajmował się rannymi. Dzięki temu Gustawa często pytano o wiele zagadnień związanych z rolnictwem, sadownictwem, zielarstwem, a nawet znachorstwem czy tworzeniem jedzenia za pomocą czarów. Zdobył sporo tej wiedzy, gdy jakiś gadatliwy gospodarz czy kupiec opowiadał mu "jak to kiedyś się robiło" czy "jak ten ostatni druid źle postąpił".
- Nie, gospodarzu - odpowiedział barmanowi - Znam się jedynie nieco na leczeniu.
- Bo widzisz, panie - gruby mężczyzna wciąż nieśmiało brnął do celu - Moja córka ostatnio słabowita. Ją jedną mam. Jej matka zmarła, a teraz i ona...
Urwał.
- Spróbuję pomóc, gdy...
Gustaw nie dokończył, gdyż drzwi karczmy otworzyły się z trzaskiem. Pojawiło się w nich trzech ludzi w płaszczach typowych dla mieszkańców stolicy.
- Tam jest - powiedział jeden z nich obnażając schowany pod płaszczem krótki miecz i kierując się w kierunku Gustawa. Jego towarzysze poszli śladem kompana.
- Coś się stało? - spytał spokojnie Gustaw, wchodząc między nowo przybyłych a stół, na którym leżał Alex.
- Z drogi - krzyknął pierwszy i zamachnął się do ciosu.
Ciosu jednak nie zadał. Gustaw szybkim ruchem ręki rozpłatał mu gardło. W dłoni medyka nie było widać żadnego ostrza, choć cięcie na szyi było bardzo dokładne. Drugi z atakujących runął na Gustawa by pomścić kompana. Medyk szybkim susem umknął mu spod miecza tak, że znalazł się za napastnikiem. Chwycił oprycha za brodę i wykorzystując swój pęd szybkim pociągnięciem skręcił mu kark. Trzeci zbir, który dotąd stał jak oniemiały, rzucił się ku drzwiom.
Gustaw wrócił do leczenia Alexa. Widząc przerażoną minę barmana powiedział cicho:
- Przepraszam za bałagan. Zaraz zajmę się waszą córką.
Barman sparaliżowany strachem nic nie odpowiedział. Patrzył jedynie z przerażeniem, jak Gustaw kończy zasklepianie rany przyjaciela.
Nie jestem wrogiem.
Nie jestem przyjacielem.
Jestem obserwatorem.
Avatar użytkownika
Klonus Wysoki
Mecenas sztuki
 
Posty: 228
Dołączył(a): 2008-10-18 21:34
Lokalizacja: Bydgoszcz


Powrót do Grupowe

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości

Strona główna forumEkipaUsuń wszystkie ciasteczka • Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 [czas letni (DST)]

SEO MOD © 2007 StarTrekGuide