Login:
Hasło:
  zapamiętaj

Teraz jest 2012-05-22 14:57

Strona główna forum Twórczość Twierdza Fantasy Grupowe

Artefakt w szkatule

Masz ochotę wziąć udział w czyimś opowiadaniu dopisując do niego coś od serca? Nie krępuj się, ten dział służy właśnie do tego!

Moderator: Mecenasi sztuki

Artefakt w szkatule

Postprzez Klonus Wysoki 2008-12-07 22:31

Świat właśnie uniknął apokalipsy. Wielka wojna, która ogarnęła wszystkie znane ziemie, a i zdołała ściągnąć niektóre armie i spoza nich, w końcu dobiegła końca. Choć trup ścielił się gęsto, a krew zalała pola niczym potop, wszystko to teraz miało się skończyć. Miały nastać czasy spokoju i odbudowy. Pozostał do rozwiązania tylko jeden problem – przyczyna tego nieszczęścia.
Stary szyb nagle rozświetlił się blaskiem. Magiczne światło poruszało się wzdłuż tunelu oświetlając z różnych stron belki podtrzymujące strop, jakby sprawdzało ich stan. Trzy postacie podążały za punktem świetlnym ku niewielkiej pieczarze stanowiącej zapewne jakiś punkt zborny lub magazynowy pracujących tu niegdyś górników. Dziś kopalnia była nieczynna. Złoża wydobywanych tu rud skończyły się i szyby stanowiły obecnie jedynie schronienie dla różnego rodzaju zwierząt i potworów. Magiczne światło oświetliło pieczarę. Była pusta. Być może zamieszkujące je bestie pochowały się gdzieś po mniejszych korytarzach. Być może uciekły przez wojenną zawieruchą na zupełnie inne ziemie. Trzech postaci zupełnie to nie interesowało.
- Tu będzie dobrze –powiedziała najniższa z nich. Była krasnoludem.
- Rzeczywiście niezłe miejsce wybrałeś, Dalmirze – odpowiedział człowiek w szatach maga.
Krasnolud wyciągną z pokaźnego plecaka wielką szkatułę w kształcie ostrosłupa. Otworzył ją ostrożnie.
- Wsadź to tu – powiedział do maga.
Mag wyciągnął spod szaty niewielki kamień, który emanował silnym niebieskim światłem. Ostrożnie włożył go do szkatuły. Krasnolud począł zamykać jej wieko. Gdy już prawie ją zamknął, światło z kamienia stało się tak gęste, jakby było równie materialne co szkatuła. Już nie świeciło, wprost wylewało się przez szczelinę. Krasnoludowi z największym trudem przychodziło jej domykanie. W końcu krzyknął.
- Pomóż mi, Greatonie.
Wielki barbarzyńca, który dotąd jedynie stał z boku, teraz wspomógł Dalmira i wspólnymi siłami zdołali domknąć wieko.
- Sądzicie, że wytrzyma? – spytał niepewnie wielkolud.
- Raczej nie – odpowiedział spokojnie krasnolud – Ale mamy kilkaset lat, żeby wymyślić coś bardziej trwałego. Na razie chodźmy świętować. W końcu zakończyliśmy wielką wojnę.
- I w dodatku przeżyliśmy – dodał mag.
Wychodząc rzucił jeszcze magiczną kulą w jedną z belek podtrzymujących strop korytarza. Tunel zawalił się za trójką istot, które ruszyły dalej w nadziei na długi czas pokoju.


Kilkaset lat później...
Niewielka szkatułka w kształcie ostrosłupa lekko drżała. Nie było to niczym niezwykłym. Drżała już od dobrych kilkuset lat. Teraz jednak drżenie to przyniosło skutek. Na jej powierzchni pojawiła się rysa. Nie byłaby może widoczna gołym okiem gdyby nie niebieskie światło wypływające z niej gęstym strumieniem.


Gdzieś na trakcie z Tradden do Greeto na skraju młodego lasku stała karczma. W blasku wschodzącego księżyca spadzisty dach przysadzistego budynku nieźle się komponował z niewielką stajnią za nim. Łącznie dawało to niezwykle sielski widok. Leciutki blask wychodzący na zewnątrz karczmy przez niewielkie okienka słabo oświetlało budzące się do życia po zimie pobliskie drzewa.
Wewnątrz widok był mniej sielski. Powywracane stoły i połamane krzesła nie były tłem zwykłej karczemnej bójki. Zamiast pobitych pijaczków wszędzie walały się jeszcze ciepłe ciała. Z porozcinanych brzuchów wyłaziły zakrwawione wnętrzności. Krew lekko ściekała w szczeliny między deskami podłogi i cichutko kapała do piwnicy. Ciszę przerywaną monotonnym kapaniem krwi przerywało jedynie ciężkie dyszenie karczmarza. Nie był on jednak jedynym żywym osobnikiem w pomieszczeniu.
- Gdzie to jest? – krzyknął mężczyzna w ciemnej zbroi. Trzymał za gardło grubego karczmarza w powietrzu dając mu jedynie tyle powietrza, by ten mógł wykrztusić potrzebne informacje.
- Nie wiem – odchrząknął grubas.
- Łrzesz! – krzyknął tamten i szybkim ruchem puścił jedną ręką gardło karczmarza, by wbić mu sztylet w brzuch około wątroby nim ten spadł na ziemię.
- Nie wiem! – w głosie karczmarza gorzał ból.
- Łrzesz! – krzyknął zbrojny. Przekręcił lekko sztylet.
- Nie... – to były ostatnie słowa karczmarza.
Rycerz pozwolił opaść ciału spokojnie na podłogę.
- Nieważne. – odwrócił się – Sam znajdę.
Skupił się. Za młodu posiadł umiejętność znajdowania przedmiotów magicznych po aurze, jaka je otaczała. Niczym rekin znajdujący ślad krwi z kilku kilometrów, tak on potrafił wyczuć wszelkie artefakty od prostych amuletów do najpotężniejszych obiektów. Pewien mag nauczył go również jak wysysać z nich ich moc. Głupiec - myślał, że ratuje w ten sposób świat. Nie pożył dość długo, by zrozumieć swój błąd.
Teraz wyraźnie wyczuwał jakiś artefakt. Nie był on może zbyt potężny, ale w dzisiejszych czasach trudno o coś naprawdę poważnego. Poza tym wolał zebrać więcej sił na małych przedmiotach, by poradzić sobie ze strażą, jaka zwykle czeka przy obiektach o wielkie sile. Wyczuł, że artefakt znajduje się w piwnicy. Odszukał schody.
Po drewnianych stopniach zszedł na dół. Z sufitu skapywała krew z niedawnej rzezi. Wśród odoru krwi i wielkich beczek pełnych rozmaitych trunków wygrzebał niewielką skrzynię. W środku znajdowało się kilka świecidełek, trochę pieniędzy i niewielki samiraj. Tryskała zeń magiczna aura, prawdopodobnie ułatwiająca trafianie w cel albo coś równie bezużytecznego porządnemu wojownikowi. Rycerz wypowiedział cicho inkantację. Słabiutka aura zawirowała wokół broni po czym płynnie przeszłą na rękę zbrojnego by dalej rozejść się po całym jego ciele. Odrzucił zwykły już teraz kawałek stali.
Wtem coś uderzyło w niego niczym fala ze zniszczonej tamy. Niebieski blask otoczył go zewsząd. Nie widział już czerni kamiennych ścian, czerwieni krwi, blasku złota. Wszystko było niebieskie. Energia magiczna przepływała przez niego. Czuł, ze może wręcz z tej odległości pochłonąć jej część. Opanował się. Skoncentrował. Wrócił do rzeczywistości. Znów wszystko było tak, jak powinno być. Nawet po zamknięciu zaklęcia wyszukującego wyczuwał obecność artefaktu. Przyzywał go. Musiał go zdobyć. Taka siła była warta wszelkich poświęceń.
Ruszył ku schodom.
Ruszył ku wyjściu.
Ruszył do artefaktu.
Nie jestem wrogiem.
Nie jestem przyjacielem.
Jestem obserwatorem.
Avatar użytkownika
Klonus Wysoki
Mecenas sztuki
 
Posty: 228
Dołączył(a): 2008-10-18 21:34
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Artefakt w szkatule

Postprzez Urudin 2008-12-08 17:02

Sithen biegł dróżką przez last jednocześnie wymachując jednym ze swoich mieczy. Gdyby ktoś go zobaczył, wziąłby go za obłąkanego elfa widzącego wszędzie niewidzialnych przeciwników. Prawda była taka, że postanowił trenować zanim dojdzie do karczmy. Bieganie, oraz siekanie powietrza było idealną rozrywką i dobrym treningiem. Miał zamiar zatrzymać się w tawernie na chwilę odpoczynku, a później zapytać się karczmarza o jakieś wieści - tam gdzie wojna i potwory, tam jest potrzebny dobry najemnik. Wreszcie zauważył cel swojej podróży, budynek stał dumnie na skraju lasku. Schował miecz do pochwy zawieszonej na plecach i wszedł do środka.
Stanął jak wryty
-Bogowie - wyszeptał i oparł się o ścianę - Lata wojaczki uodporniły go na różne sceny. Ta jednak nie pochodziła z pola bitwy.
Wszędzie leżące trupy i walające się wnętrzności, a smród gnijących ciał atakował jego nozdrza.
Elf zadawał sobie setki pytań. Kto to zrobił? Czemu ten ktoś to zrobił? Czy to był człowiek?... i wiele wiele innych. Zaczął badać trupy i oceniać jak zostali zabici. Dowiedział się że zrobiła to istota humanoidalna, a patrząc na karczmarza i jego rany, wywnioskował że to coś czegoś szukało, bo jaki byłby inny powód poddania zwykłego gospodarza takim torturom. To mu wystarczyło, zapewne była wyznaczona niezła nagroda. Postanowił podążać za mordercą. Wybiegł z karczmy i zaczął dalej biec traktem. Był zbyt wstrząśnięty, ćwiczyć walkę mieczem. Postanowił, że w najbliższym zaludnionym terenie zacznie pytać o obcego.
Ignoruję użytkowników którzy podobnie jak kara piszą w sposób niezrozumiały.
Urudin
 
Posty: 227
Dołączył(a): 2008-10-20 07:39

Re: Artefakt w szkatule

Postprzez Klonus Wysoki 2008-12-10 20:54

Jacen wszedł właśnie do małej wioski. Już niemal z przyzwyczajenia wyszeptał inkanatację, by sprawdzić, czy nie ukrywa się tu jakiś artefakt. Nagle zalała do niebieska moc, do której cały czas dążył. Nie mógł nad tym zapanować. Wzrok zaszedł mu błękitem. Niemal czuł, że z oczu tryska mu niebieskie światło. Zasłonił twarz ręką. Szybko zakończył czar poszukiwawczy. Czuł, że jest coraz bliżej źródła tej mocy. Nie obawiał się konkurencji poszukującej artefaktów. Wiedza odnośnie "widzenia mocy" była wąską gałęzią magii rzadko praktykowaną wśród magów. Jacen nie znał nikogo, kto by mógł posiadać wiedzę równą jemu (i być nadal przy życiu).
Doszedł do siebie po próbie czaru. Teraz wiedział już, że dalsze próby tego typu nie mają szans powodzenia. Z resztą dodatkowa moc nie jest mu potrzebna. A jeśli zdobędzie artefakt, do którego dąży, żaden inny tak naprawdę nie będzie mu potrzebny. Odsłonił twarz. Rozejrzał się, czy nikt nie widział jest "wypadku".
- Dobrze się pan czuje? usłyszał głos dobiegający gdzieś z boku.
Mały chłopczyk stał niedaleko. i Z lekkim zdziwieniem przyglądał się przybyszowi.
- Nic mi nie jest - odpowiedział Jacen. Przyglądał się malcowi uważnie próbując wybadać, ile dzieciak mógł widzieć. Nie chciał go zabijać. Nie to, że miał opory moralne, ale jakoś zabijanie ludzi nie bawiło go. Stanowiło drogę do celu, ale ustawianie go jakoś wyżej świadczyło o jakiś kompleksach czy innym schorzeniu. Było słabością. A Jacen nie pozwalał sobie na słabość.
Chłopak wzruszył ramionami i wrócił do swoich zajęć. Przybysz doszedł do wniosku, że warto byłoby zapytać o drogę, którą będzie podążał. Spojrzał w niego - warto było też przenocować pod dachem, co ostatnio nie zdarzało mu się często.
- Chłopcze - krzyknął do dzieciaka, z którym rozmawiał. Ten po chwili podbiegł - Macie tu jakąś karczmę?
- Tak - powiedział szybko chłopak - Tam - wskazał palcem - zaprowadziłbym pana, ale muszę znaleźć Vierę.
Mężczyzna uśmiechnął się. Zabawa w chowanego. Lubił ją w dzieciństwie. Nigdy nie znajdował jednej kryjówki, zawsze skradał się za szukającym, by ukazać się mu na chwilę po tym, jak tamten się podda. Szybko dostrzegł dziewczynkę ukrytą za krzakiem dzikiej róży. Mało ambitne. Nie zamierzał jednak pomagać chłopakowi. Niech sam do tego dojdzie. To go wzmocni. Prawdziwy mężczyzna powinien do wszystkiego dochodzić sam.
Ruszył w kierunku karczmy.
Nie jestem wrogiem.
Nie jestem przyjacielem.
Jestem obserwatorem.
Avatar użytkownika
Klonus Wysoki
Mecenas sztuki
 
Posty: 228
Dołączył(a): 2008-10-18 21:34
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Artefakt w szkatule

Postprzez Urudin 2008-12-13 09:13

Sithen był coraz bliżej swojego celu. Trop prowadził go do jednej z małych wiosek - których, nawiasem mówiąc było pełno w tej okolicy. Elficki wojownik wiedział, że on i jego zwierzyna znajdowali się w tym samym miejscu. Doszedł do wniosku że obcy będzie szukał wieści - skoro czegoś poszukiwał tak musiało być. Jednak najpierw elf musiał załatwić sobie wierzchowca. Jeśli był za wolny i obcy odjechał, zwiększy tym swoje szanse na dogonienie go później.
Po jakimś czasie wyszedł zadowolony ze stajni prowadząc szarą klacz. Mimo pomniejszenia zasobów złota, uznał że było warto. Dzika osobowość konia przypadała mu do gustu. Czuł że rwie się do biegu. Od razu poznał że będą dobrą parą i w bitwie i w biegu.
-Nazywam cię...hmmm.... - zastanawiał się - Tornado!
Po nadaniu imienia swojemu rumakowi Sithen udał się w drogę do karczmy.
-Jestem prawie pewny, że będą tam wieści o tym obcym, chyba że wie że jest tropiony i mnie zmylił - powiedział cicho do siebie Elf.
Ignoruję użytkowników którzy podobnie jak kara piszą w sposób niezrozumiały.
Urudin
 
Posty: 227
Dołączył(a): 2008-10-20 07:39

Re: Artefakt w szkatule

Postprzez Klonus Wysoki 2008-12-13 21:13

Jacen już dobrą chwilę siedział przy barze popijając jakieś miejscowe trunki. Nie spieszył się. W końcu nie chciał się upić. Nie zamierzał również popędzać ludzi znajdujących się w karczmie do ujawnienia mu tego, czego potrzebował. W końcu i tak postanowił tu przenocować. Miał więc jeszcze sporo czasu. Jeśli mu go zabraknie, przejdzie do bardziej bezpośrednich sposobów zdobywania informacji. Na razie siedział i słuchał.
Dowiedział już się dość dużo, by zagadać kogoś o dalszą drogę. Znając kierunek w jakim chciał podążać teraz znał również nazwy wiosek, przez które prawdopodobnie przyjdzie mu podróżować. Przydałby się jeszcze jakiś transport. Jazda konna zwykle go męczyła, dlatego też nie kupił jeszcze wierzchowca ani żadnego nie wyczarował. Jednak wozem by nie pogardził. Akurat przy jednym stoliku zebrało się dwóch kupców. Rozmawiali o czymś zaciekle. Podszedł do nich wolno.
- Przepraszam, panowie. Czy któryś z was jedzie może przypadkiem do Kuraat? Poszukuję transportu. W zamian mogę oferować ochronę. - Tu wskazał na swój pokaźnej wielkości miecz.
Wtem drzwi karczmy otworzyły się. Jacen odruchowo położył dłoń na rękojeści odsłoniętej broni i spojrzał w kierunku wrót.
Nie jestem wrogiem.
Nie jestem przyjacielem.
Jestem obserwatorem.
Avatar użytkownika
Klonus Wysoki
Mecenas sztuki
 
Posty: 228
Dołączył(a): 2008-10-18 21:34
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Artefakt w szkatule

Postprzez Urudin 2009-01-01 02:48

Sithen wszedł do karczmy, rozglądnął się i podszedł do karczmarza. Zamówił posiłek , po czym usiadł przy wolnym stoliku. Wiedział, że jeśli nieznajomy, za którym się uganiał tu jest, to prędzej czy później ujawni swoją obecność. Kiedy przyszła do niego kelnerka zapytał się ją o jakieś wieści. Nic nie wiedziała, dał jej duży napiwek i zaczął konsumpcje.
-Jadało się lepsze rzeczy - pomyślał przeżuwając kawałek mięsa.
Po skończeniu posiłku zaczął bacznie obserwować karczmę, szczególnie zwracając uwagę na nietutejsze osoby. Jego uwagę przyciągnęli wojownik rozmawiający z kupcami i pewna kobieta nosząca czarne szaty.
-Poczekam na ruch jednego z tych dwojga, wiem na co stać tego wojownika. Ale kobieta jest zagadką, muszę uważać - powiedział po cichu do siebie
Ignoruję użytkowników którzy podobnie jak kara piszą w sposób niezrozumiały.
Urudin
 
Posty: 227
Dołączył(a): 2008-10-20 07:39

Re: Artefakt w szkatule

Postprzez Klonus Wysoki 2009-02-02 14:13

Jacen ostrożnie opuścił rękę z rękojeści półtoraka. Chwilę obserwował nowo przybyłego. W końcu odwrócił się z powrotem do kupców. Obaj z trwogą wpatrywali się w jego półtorak. "Nędznicy" - pomyślał. Nie szanował ludzi, którym strach odbierał możliwość działania. Barany, które w trwodze przed szczekaniem psa pasterskiego lezą z zagrody na pole i z pola do zagrody. Nigdy niczego nie osiągną. On zamierzał coś osiągnąć. Mimo zakończenia czaru wyczuwał moc, która go wzywała. Wiedział, ze musi ją posiąść.
- To który z was, panowie, jedzie do Kuraat?
Kupcy spojrzeli po sobie. W końcu jeden z nich niepewnie powiedział:
- Ja będę tamtędy przejeżdżał, panie...
- To dobrze - przypieczętował rozmowę Jacen jakby nie dosłyszał niedomówienia w głosie kupca. Wiedział, ze ten nie zamierzał jechać przez Kuraat. Bał się jednak to przyznać. I do tego przegrał z drugim z kupców. Łajza. - Może wyjedziemy jutro z rana. Wolałbym wyruszyć wypoczęty.
Nie zwracając uwagi na odpowiedź kupca, spojrzał na nowo przybyłego. Ten wpatrywał się ukradkiem w kogoś. W kobietę... kim ona była... to nie był przypadek, ze się tu znalazła... Mimo, ze Jacen nie mógł korzystać ze swoich mocy wyczuwał, że ta kobieta odegra w najbliższych zdarzeniach jakąś rolę. Jaką?
Nie jestem wrogiem.
Nie jestem przyjacielem.
Jestem obserwatorem.
Avatar użytkownika
Klonus Wysoki
Mecenas sztuki
 
Posty: 228
Dołączył(a): 2008-10-18 21:34
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Artefakt w szkatule

Postprzez Urudin 2009-05-09 01:07

Elf siedzący przy stoliku skrzywił się nieznacznie, błyskawica bólu przeszyła jego lewą rękę. Nie zareagował na to gwałtownie, był do tego przyzwyczajony. Wstał ze stolika zostawiając resztki posiłku i podszedł do karczmarza, który stał przy ladzie i zajadle czyścił szklankę.
-Jest jakiś wolny pokój?
Gospodarz leniwie spojrzał na Sithena i rzucił:
-Niestety nie, wszystkie są zajęte i...
-Jesteś tego pewny, jestem w stanie dobrze zapłacić - odpiął od pasa sakiewkę, położył ją na ladzie i zaczął liczyć złote monety, w końcu ułożył dość pokaźnych rozmiarów stosik.
-W takim razie hmm...- przez oczy karczmarza przebiegł chciwy błysk - Mam jedno wolne miejsce w dwuosobowym pokoju, jednak tam jest już jedna osoba. Co prawda prosiła mnie, żebym nie wynajmował nikomu drugiego miejsca, ale czego się nie robi dla strudzonych podróżnych. - szybko zgarnął stosik i położył kluczyk na ladę.
Sithen udał się na górę. Kiedy wchodził do pokoju jego lewą rękę przeszyła następna błyskawica bólu, tym razem zasyczał, a kropelki krwi spadły na podłogę. Podwinął rękaw i zaczął odwijać przesiąknięte posoką bandaże. Ukazała się ropiejąca rana i zakrwawiona ręka. Wyczyścił ranę butelką ze specjalnym eliksirem i założył nowy opatrunek.
-Czekanie na śmierć, co? - zapytał sam siebie - Niezły los mi przypadł.
Kiedy tak rozmyślał nagle drzwi się uchyliły, prawą ręką złapał za miecz i zaczął się wpatrywać w otwierające się drzwi.
Ignoruję użytkowników którzy podobnie jak kara piszą w sposób niezrozumiały.
Urudin
 
Posty: 227
Dołączył(a): 2008-10-20 07:39

Re: Artefakt w szkatule

Postprzez Klonus Wysoki 2009-05-09 17:17

Jacen zajął miejsce w rogu sali. Nie wiedział czemu siedząca kobieta tak targała jego zmysłami. Nie rozumiał powodu, dla którego niemal cała jego uwaga skupiała się na niej. Spojrzał na nowo przybyłego elfa. Tamten podszedł do baru i rozmawiał z barmanem. Jacen wrócił wzrokiem do kobiety. Wiedział, że wpatrując się w nią nie dowie się wiele więcej niż już wie. Postanowił otworzyć swój umysł i przeszukać jej aurę magiczną. Wiedział czym to grozi w tak bliskiej odległości artefaktu. Uznał, że jest to ryzyko, które może ponieść.
Przysłonił oczy ręką, by osoby postronne nie widziały niebieskiej poświaty, jaką te pewnie wydzielą na wskutek mocy artefaktu. Uporządkował umysł i spojrzał na otoczenie w sposób niedostępny przeciętnemu śmiertelnikowi. Błękit mocy artefaktu zalał cały świat. Jacen walczył z nim przez długą chwilę by dojrzeć choć zarys otaczającego go świata. W karczmie nie było nic na tyle silnego, by przedrzeć się przez oślepiającą moc artefaktu. A jednak zdołał dostrzec ślad kobiety, która tak go zaintrygowała. Przemieszczała się na jego nieszczęście akurat w stronę, z której dobiegała moc artefaktu. Znikła zupełnie w jego blasku.Nie zdołał dowiedzieć się niczego o niej i mocach jakie skrywała.
Jacen uspokoił i uporządkował umysł by wrócić do zwykłego obrazu świata. Zaintrygowała go w ostatniej chwili pewna myśl. Czy kobieta nie starała się ukryć w blasku artefaktu? Musiałaby wiedzieć o jego istnieniu. Musiałaby wiedzieć, że jest obserwowana. Spojrzał już normalnym wzrokiem na salę. Brakowało na niej zarówno kobiety jak i elfa. Spojrzał w kierunku, gdzie jej aura zniknęła w większym blasku. Znajdowały się tam schody na piętro. Ruszył ku nim...
Nie jestem wrogiem.
Nie jestem przyjacielem.
Jestem obserwatorem.
Avatar użytkownika
Klonus Wysoki
Mecenas sztuki
 
Posty: 228
Dołączył(a): 2008-10-18 21:34
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Artefakt w szkatule

Postprzez Urudin 2009-06-15 01:07

Drzwi ledwo się otworzyły, a Sithen usłyszał charakterystyczny świst rzucanego noża. Instynktownie uniósł lewą rękę nie zważając na błyskawicę bólu. Czarna posoka przebitej ręki zalała mu twarz. Skrzywił się nieznacznie, wyciągnął wbitą broń i rzucił ją na ziemię.W międzyczasie kobieta zdążyła wejść do środka i obnażyć dwa krótkie miecze.
-Ciekawi mnie z jakim potworem przyszło mi się zmierzyć? - mówiąc to uśmiechał się.
-Potwory nie mają czarnej krwi - rzuciła szybko kobieta i ruszyła do ataku.
Znów odezwał się instynkt wojownika. Szybko podniesiona klinga zderzyła się z furią bliźniaczych mieczy. Sithen wiedział, że nie wygra tego, jego osłabienie i jedna sprawna ręka nie dawały mu żadnych szans z takim przeciwnikiem.
-Pewnie wiesz, że już przegrałem, co? - zapytał starając się stawić opór przeciwniczce. - Zapewne mamy wspólnych wrogów. Karczma na trakcie z Tradden do Gretto. Mówi ci to coś?
Trafił w ostatnią chwilę, gdyż kończąc swoją wypowiedź obydwa miecze miał przy gardle.
-Mów co wiesz, albo skończę twój marny żywot - melodyjny głos kobiety pobrzmiewał w pomieszczeniu. Mężczyzna stał niemal nieruchomo. Usłyszał zbliżające się kroki, przeciwniczka też musiała, gdyż jej wyraz twarzy nagle się zmienił - szybko.
-Szukamy tej samej osoby, a instynkt podpowiada mi, że ona się zbliża. Nie wiem kto to jest, ale po zbadaniu masakry wiem, że jest to osoba potężna i że czegoś szuka. Biorąc pod uwagę twoją ostrożność masz ten przedmiot. - mówił jak najszybciej, w jego głosie można było wyczuć zmęczenie - dam ci dobrą radę. Uciekaj, ja się nim zajmę.
-Chcesz się poświęcić dla sprawy, o której nic nie wiesz? - zapytała zdziwiona - Kim jesteś?
-Kimś, kto nie zna samego siebie - tym razem powiedział to, jakby dla siebie - po prostu uciekaj, jest już przy drzwiach.
-Nie wiem kim jesteś, ale na zawsze cię zapamiętam. - krzyknęła wychodząc przez okno
-I tak nie zapamiętasz - szepnął do siebie i naszykował się do walki
Ignoruję użytkowników którzy podobnie jak kara piszą w sposób niezrozumiały.
Urudin
 
Posty: 227
Dołączył(a): 2008-10-20 07:39

Re: Artefakt w szkatule

Postprzez Klonus Wysoki 2009-06-16 20:37

Jacen szedł już po ostatnich stopniach schodów gdy usłyszał dźwięk skrzypiącego okna i końcówkę rozmowy dwojga w pokoju.
"No ładnie - pomyślał - Akurat trafiłem na zakochaną parę."
Zaczął się zastanawiać czy to nie to zwróciło jego uwagę. Czyżby zaczęły w nim kiełkować ludzkie emocje. Nie była to zbyt optymistyczna myśl. Doszedł do wniosku, że zostawi ich w spokoju. Przeszedł obojętnie obok drzwi, jedynie kątem oka zaglądając do wewnątrz. Oceni, że stojący tam mężczyzna nie stanowiłby dla niego żadnego wyzwania, zwłaszcza, że ręka, którą ukrywał za resztą ciała widocznie broczyła krwią.
Jacen udał się na spoczynek. I tak już było późno. A z rana musi dopilnować, by kupiec, którego miał ochraniać ze strachu nie wyjechał za szybko.
Nie jestem wrogiem.
Nie jestem przyjacielem.
Jestem obserwatorem.
Avatar użytkownika
Klonus Wysoki
Mecenas sztuki
 
Posty: 228
Dołączył(a): 2008-10-18 21:34
Lokalizacja: Bydgoszcz


Powrót do Grupowe

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość

Strona główna forumEkipaUsuń wszystkie ciasteczka • Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 [czas letni (DST)]

SEO MOD © 2007 StarTrekGuide